Image Hosted by http://kizunanonippon.blogspot.com

poniedziałek, 19 listopada 2012

(恋空) Koizora~ Niebo miłości. J-drama

Wrrr... się wkurzyłam. W piątek wychodząc z korków z matmy wypadł mi telefon w dodatku na kamienie i poszedł mi cały wyświetlacz ;| Dzisiaj mama zawiozła mi go do naprawy, będzie na jutro ponoć. Mam nadzieję, że w końcu go odzyskam, bo tęsknie już za moją komórką. Póki, co wzięłam mamie ;p. W piątek skończyłam go japonizować i pobrałam sobie na nie gg, więc jakoś żyję bez mojego. Dla mnie najważniejsze jest to, aby móc słuchać muzyki. Dzwonienie i sms-y mi do szczęścia nie są potrzebne, no i rzecz jasna gg potrzebne, jak powietrze, tak samo jak muzyka ;p. Bo ja bez gg bym nie wytrzymała, zwłaszcza na nudnych  lekcjach, gdzie piszemy sobie z Alex ^^.
Od jutra czekają mnie próbne matury, których, szczerze się przyznam, boję jak ognia. Najbardziej to angielskiego i matmy. Polski jakoś obleci, byle tylko nie dali Potopu, ani Chłopów... po prostu nic z młodej Polski, to wtedy leżę i kwiczę. Mogłaby być Granica, bo aktualnie ją przerabiamy, więc to byłaby najlepsza opcja ^-^.
We wtorek była wycieczka w celu zwiedzania ogrodów, ale ja nie pojechałam, bo źle się czułam. W ramach nudów w domu pobrałam sobie dramę "Koizora~ Niebo miłości". W zasadzie dawno już nic nie oglądałam, a jak ujrzałam, że dramka liczy tylko te 6 odcinków, to się skusiłam ^-^. Pierwsze trzy odcinki pochłonęłam we wtorek, następne trzy we środę. Więc w dwa dni obejrzałam dramę, no a teraz postanowiłam zdać relację z seansu, bo dawno już chyba tutaj nie zamieszczałam żadnych 'recenzji' moich.
I z góry przepraszam za tak marną jakość recenzji, ale ja serio nie wiedziałam, co o niej napisać, mimo że chciałam ;p.



środa, 14 listopada 2012

私の偉大日本の恋 (Watashi no idai nippon no koi) Rozdział 5:Noc, co przynosi nadzieje na sen.

Dawno w zasadzie nic już nie pisałam, ale jakoś tak wyszło. W sumie nie miałam za bardzo o czym pisać. Wczoraj pobrałam sobie dramę "Koziora- niebo miłości" i sądziłam, że właśnie o tej dramie będzie poświęcona dzisiejsza notka, bo dramka ma tylko 6 odcinków. Wczoraj obejrzałam trzy, dzisiaj dwa i nie mogę pobrać szóstego, ostatniego. Bo ze ShoWA wygasł jeden link, a na chomikuj nie mam transferu, a brak środków na koncie, aby go doładować ;|. No cóż, poprosiłam koleżankę, czy użyczy mi swojego. Mam nadzieję, że jak wróci z wykładu, to da mi znać, czy coś jej zostało na chomikuj. Bo drama mnie wciągnęła szczerze powiedziawszy, a poza tym, już dawno nic nie oglądałam, więc taki powrót do oglądania dram jest... przyjemny ;).
Dzisiaj wstawiam kolejny rozdział mojego wakacyjnego opowiadania. Długo nic w nim nie pisałam, bo nie miałam czasu, ani też chęci. Ja jak coś piszę, to muszę mieć przede wszystkim czas, aby mnie nic nie goniło. W dodatku, dawno nic nie pisałam, więc trochę wyszłam wprawy w piasaniu. Pierwotna wersja miała być zupełnie inna tego rozdziału, ale przyszedł spontan, więc naskrobałam takie coś, co w ogóle nie miało mieć bytu w tym opowiadaniu. Teraz będę się biła, jak z tego wybrnąć, ale z czasem mam nadzieję, że coś mnie oświeci i natchnie. W każdym bądź razie, mam nadzieję, że ten rozdział w jakimś tam stopniu spodoba się tym osobom, które lubiły go czytać ;).


niedziela, 4 listopada 2012

//Czy zbrodnią jest kochać?// X Japan- Crucify my love.

Nie wiem od czego wypadałoby zacząć tego dzisiejszego posta, bo ostatnio tyle się dzieje, że aż głowa puchnie... Tak teraz zaczęłam się zastanawiać, co te kruche i jakże marne życie człowieka jest warte. Na co te durne sprzeczki, kłótnie, wypowiadanie tyle nie miłych słów, jak nigdy nic nie wiadomo, kiedy ta osoba odejdzie od nas, albo czy my obudzimy się następnego dnia, eh... Jak ktoś kiedyś powiedział bardzo mądre i ładne słowa: "Śpieszmy kochać się ludzi, bo tak szybko odchodzą". I miał rację tutaj, stu procentową. Bo nikt nie wie, kiedy przyjdzie na niego czas, a ludzie w dzisiejszym świecie są tak mściwi i chciwi, że drugiego człowieka za to, że jest szczęśliwy, by zabił. Żyją tylko cudzym życiem, swojego nie patrzą, a jak komuś się żyje lepiej od niego, to prostu-potocznie mówiąc- dupę mu obrania na prawo i lewo. Ehh, nie rozumiem tego i nigdy nie rozumiem, choćby ktoś tłukł młotkiem tą odpowiedź mi do głowy, dlaczego umierają sami dobrzy ludzie, którzy nic nikomu nie są winni a tacy (za przeproszeniem) skurwysyny łażą po świecie? No nie pojmę tego za żadne skarby świata. Świat jest naprawdę niesprawiedliwy...
Teraz czuję się jak w jakimś kryminalnym filmie, bo inaczej tego ująć nie potrafię... eh, ani nie wiem, jak zacząć o tym pisać, ale czuję, że muszę się gdzieś wygadać... Umarł trzy dni temu przyjaciel mojej rodziny. Tak do końca nie wiadomo, co było przyczyną jego śmierci. Dopiero sekcja zwłok wykaże, za którą zabiorą się jutro. Ja jak wróciłam w piątek z jazd i dowiedziałam się o tym, to nie byłam wstanie w to uwierzyć. Siedziałam tak i zastanawiałam się, że jak to możliwe, gdyż to taki zdrowy i pełny energii był człowiek. No szok, totalny szok. Strasznie ta sytuacja mi się nie podoba, gdyż on już wylądował w szpitalu dość niedawno, bo w butelce do picia zamiast wody, znajdowała się benzyna do kosiarki. Najwyraźniej ktoś próbował go otruć, z cudem z tego wyszedł, a teraz po jakimś czasie tak nagle umiera...? No nie dziwne to jest? A w dodatku on ma/miał tak porąbaną siostrę, że to po prostu jest szok. Jak mi mama opowiadała, gdy przyjechała do niego do szpitala po tym otruciu, to ona do niej, że po co tutaj przyjechała, i że jak ją widzi, to nóż w kieszeni jej się otwiera. Żaden normalny człowiek tak nie mówi, tym bardziej, że moja mama nic jej winna nie była i nie jest. No i taka z niej siostra była, że nawet rzeczy mu z domu nie przywiozła, ani mydła zwykłego nie kupiła do szpitala. Tylko oczywiście moja mama się nim wtedy zajęła. Po za tym, takie rzeczy nagadywała jemu na moją mamę, że to po prostu aż uszy puchły... Ona raczej leciała na jego majątek, gdyż żadnych dzieci i żony nie miał, a dom był na niego, a miał tylko brata i ją, więc... Nie byłoby mi to dziwne, gdyby to ona chciała go wtedy otruć, a teraz jej się to udało.... W sumie to tylko jest moja teoria. Tyle się teraz słyszy, jakie to rzeczy się dzieją w rodzinach o takie byle co, jak np majątki. Raaany, czy jakiś głupi dom jest ważniejszy od życia człowieka...? Czy jest coś cenniejszego? Bo jeżeli kasa jest tak ważna od życia, to ja przepraszam, chyba mam coś nie tak z głową i powinnam się leczyć... Jestem ciekawa, jakie wyniki będą... może niedługo się dowiem... 
Eeh... walnęłam monolog, jak nigdy wcześniej, ale musiałam gdzieś się rozładować i wygadać.... ;| już nie zanudzam i wracam do tematu notki.

 

wtorek, 23 października 2012

//Nie mogłem spać z powodu smutku//Kamenashi Kazuya (亀梨和也) - Kanashikute Nemurenai (悲しくて眠れない)

O jej, ale czuję się połamana. A wszystko przez wczorajszy WF, gdzie graliśmy w siatkę. Oczywiście nauczycielka ubzdurała sobie, że zagramy po dwie osoby w grupie, bo nas nie było dużo, a zaś jak gramy na całe boisko to reszta stoi i nic nie robi, więc nas oceni za grę. Ja nigdy nie stoję bezczynnie na boisku, tylko gram, no więc wczoraj też się nie obijałam. Byłam zaskoczona, że miałam aż tak dobre zagrywki, bo biorąc pod uwagę, że w ogóle nie byłam wyspana. Chyba bezsenność z niedzieli na poniedziałek powraca. No więc z koleżanką mieliśmy dwie wygrane i jedną przegraną, ale to w ostatnim było 15:16, więc nie było tak źle. Fajne uczucie, być niewyspanym, a mieć w sobie tyle energii XD. I chyba za bardzo się poświęcałam, bo po WF praktycznie nie miałam czucia w prawej ręce. Potem, jak przyszło mi zapisać temat na matematyce, to nabazgrałam go tak, że chyba nikt się z niego nie odczyta. Myślałam, że to przejdzie, ale jednak jest gorzej. Dzisiaj na pierwszej lekcji pisząc kartkówkę z przedsiębiorczości też nieźle ją nabazgrałam. Mam nadzieję, że nauczycielka się odczyta, bo w sumie nieźle się rozpisałam, a pod koniec to już w ogóle ręki nie czułam, więc... ;|.W efekcie końcowym postanowiłam pójść do higienistki i się zwolnić po czterech lekcjach. Nie dość, że ręka boli, jak nie powiem, co to dzisiaj zaczęłam odczuwać inne mięśnie, w dodatku pleców najgorzej. No więc, skoro jestem wcześniej w domu, to dorwałam się do bloga, aby coś napisać ;).


sobota, 20 października 2012

//Może kiedyś uda nam się zbliżyć do naszych marzeń...// Kamenashi Kazuya- Bokura no machi de (2007.03.18 SC )

Trochę mnie nie było, ale tak jakoś wyszło, że nie miałam albo czasu, by coś tutaj napisać, albo to zaś mi się nie chciało. Ale w sumie dzisiaj jakoś się zebrałam w sobie i pomyślałam, że napiszę coś, bo sama nie wiem, kiedy znów się odezwę. 
Co u mnie, hmm... W sumie nic nowego poza tym, że w końcu się zmotywowałam do nauki. Nie ma to jak motywować się w środku października, no ale dobra. Jak to powiadają "Lepiej później, niż wcale", tak więc, zawsze mogło być gorzej, ne? ^-^.

Ostatnio strasznie wkurzyła mnie moja nauczycielka od przedmiotów zawodowych. W sumie nie tylko mnie, jak i całą klasę. Pisaliśmy kartkówkę z ogrodzeń. No i oddała nam je w tym tygodniu. Mieliśmy cztery zadania. W pierwszym narysować schemat z czego jest wykonane ogrodzenie i je opisać. W drugim napisać, co to jest dylatacja i jak ją robimy. W trzecim było napisać, jak się omija system korzenny na posesji przy robieniu fundamentu. No a w czwartym, to dała nam do podpisana rysunek, gdzie było ogrodzenie drewniane z elementami drewnianymi. I tutaj właśnie zaczął się problem. Bo przyszła załamana na lekcję i wkurzona, że co my za głupoty piszemy. Klasa gapi się w nią, bo nie wiemy, o co jej chodzi. Dopiero jakoś pod koniec, gdy doszła do 4 zadania powiedziała, że jak można było takie głupoty popisać przy ogrodzeniu drewnianym z elementami METALOWYMI. I jeszcze zaczęła się z nami kłócić, że na bank dała nam z metalowymi a nie z drewnianymi. Coś tam jeszcze mówiła, że w klasie nas jest 20 osób, a ona jedna, więc i tak z nami nie wygra. Potem wkurzona zaczęła nam oceniać te kartkówki bez tego 4 zadania, co wyszło, że tylko trzy osoby napisały pozytywnie. Fajnie, nie? XD. To ja pod koniec lekcji podeszłam do niej, bo chciałam zobaczyć moją kartkówkę. I tak: pierwsze zadanie miałam dobrze, poza tym, że na śmierć zapomniałam narysować podsypki piaskowej i fundamentu. To dwa punku już mniej. Drugie miałam w całości dobrze, no i w trzecim... Myślałam, że tam padnę, jak ona nie uznała mi drugiej części zadania. Opisałam jej wszystko ładnie, że podczas zakładania ogrodzenia w celu ominięta drzewa należy je zakrzywić (oczywiście to je, chodziło o ogrodzenie). I że stawia je się słupowo lub łukowo nad korzeniami... No po prostu żywcem z książki jej wszystko napisałam, jedynie właśnie gubiąc słowo 'ogrodzenie' i tam w którymś 'drzewo'. I ona mi tego nie uznała, bo jak pójdę na egzamin zawodowy i tak napiszę, to też nie zaliczą mi tego. No okey, ja to rozumiem, ale chyba każdy ciemny baran by się domyślił, że tam chodziło o cholerny płot, a w drugim zdaniu o to pieprzone drzewo. Szkoła jest od tego, aby uczyć, nie? Następnym razem będę wiedziała i już. A poza tym, wiadomo, że jak człowiek chce wszystko szybko napisać, aby czegoś nie zapomnieć, to ze stresu i tak się popląta... Eh. W ogóle ona sobie ubzdurała, że wszystkie czwarte klasy się gorszą, to i nasza też. I pamiętam, że pod koniec 3 i na początku 4 już nam mówiła, że zawsze żyje dobrze z klasami od 1-3, a w 4 to już są konflikty: bo kasa się psuje, a ona jest niedobra, bo dużo wymaga. Pfi. też mi coś. Ona na siłę szuka, aby się z nami kłócić, jak z tym durnym rysunkiem było... No ale dobra, oceni to jeszcze raz, z tym rysunkiem z elementami drewnianymi, to może będzie ta pozytywna ocena dla całej klasy. Masakra po prostu XD. A jeszcze na korytarzu słyszeliśmy, jak nagadywała na nas do dyrektora. Cudnie :D. Od 1-3 wszyscy mówili, że jaka z nas to fajna i zgrana klasa, a w ostatnim roku, to co? Tak nagle ta najgorsza? Fantastyczny rok się zapowiada, serio XD.
Rozpisałam się, gomen ne... ale musiałam się gdzieś wyżalić. Już wracam do tematu notki ;).

niedziela, 7 października 2012

//”Kocham miejsce, w którym przyszedłem na świat i chcę je nadal kochać. Ta myśl jest moją bazą”// KAME CAMERA: Vol.3 „Tam, gdzie się urodziłem”.

Ale u mnie szaro za oknem, że aż mam ochotę położyć się do łóżka i spać, naprawdę XD. Wczoraj jak położyłam się około 22, tak dziś przebudziłam się o 10:30. Dawno już tak długo nie spałam, ale to chyba dobrze, bo przez cały tydzień wstaję wcześniej, szkoła męczy potwornie, więc odpoczynek jest wskazany. Jak najbardziej. A jeszcze tak pada dziś, więc tym bardziej dobrze mi się spało. Tylko... zastanawiam się, czy coś mi się śniło, bo coś, to wiem, ale zaś nie wiem, co dokładniej. Ale kilka snów miałam, to pamiętam. A ostatnio nawiedził mnie bardzo dziwny sen... a raczej... koszmar. Śnił mi się wampir grasujący po Krakowie, ściślej mówiąc, koło Galerii Krakowskiej. Pamiętam, że miał śniadą karnację, czerwone oczy i blond włosy, które nosił upięte w kucyka no i na sobie miał długi skórzany płaszcz i... chyba na nogach miał glany... tak to raczej były glany, ale głowy nie dam XD. Chociaż nie znam innych cięższych butów, niż glany... Więc uznajmy, że to one były. No i sobie atakował ludzi, tak od tak. Kogo spotkał na drodze. Nawet nie patrzył, że jest w centrum, w miejscu publicznym, i że wszyscy widzą, co robi. A krwi to była cała masa na tych kostkach tam pod galerią, że masakra. Brr...  a ja nie znoszę widoku krwi. Sny są naprawdę strasznie dziwne. Szkoda, że nie śni nam się, to co chcemy...

Długo nie pisałam, a znowu nie chciałam wstawiać kolejnej części mojego opowiadania, bo to nijak się ma do tematyki mojego bloga XD. No więc, jak tak się uparłam dzisiaj na tą notkę, to doszłam do wniosku, że coś... ciekawego musi być i chyba taka ona będzie. Zobaczy się, jak wam się spodoba ;).