Image Hosted by photobucket.com

piątek, 22 lipca 2011

(ブザー・ビート) Bohater na krawędzi/Japońska drama


Dzisiaj skończyłam oglądać dramę "Buzzer beat" no i... musiałam napisać notkę, bo aż mnie rwało do tego. Więc uznałam, że notka o tej dramie to dobry materiał na dzisiejszy post.
Wciąż nie potrafię uwierzyć, że skończyłam oglądać "Buzzer beat". Zaczęłam w poniedziałek, a dzisiaj skończyłam. Przywiązałam się do głównych bohaterów, polubiłam ich. Nie których to nawet bardzo. Zwłaszcza Naokiego, gdzie w jego postać wcielił się nikt inny, jak tylko Yamashita Tomohisa. Również Riko, grana postać przez Kitagawę Keiko wywołała u mnie pozytywne emocje. Ta dziewczyna jednym słowem, była świetna. 

Te jej miny, gesty i słowa. Taka osóbka, która wnosiła do tej dramy sporo ciepła. Taa... rola Yamashity pobiła chyba wszystkich. Szczerze, to nie znałam go od tej strony. Nie spodziewałam się, że potrafi wcielić się w tak sympatycznego i miłego kolesia w dodatku grającego w kosza! Byłam bardzo zaskoczona, obserwując jego grę. Taa... chłopak chyba na prawdę postarał się do tej roli i dużo ćwiczył, aby jego gra w kosza była na poziomie. Jak on to zrobił? Nie mam pojęcia, ale jego bohater wywołał u mnie dość pozytywne uczucia. Tak sobie pomyślałam po obejrzeniu ostatniego odcinka, że gdybym nie znała Kame, to z pewnością Yamashita stałby się dla mnie numerem jeden właśnie przez rolę, jaką zagrał w "Buzzer beat".
 
Co do fabuły, to banalna i prosta, ale za to szczera i można uznać, że... z życia wzięta w sumie. Mamy koszykarza, który świetnie gra. Jeżeli postara się  jeszcze bardziej, to może na prawdę bardzo daleko zajść. Druga strona reprezentowana jest przez zwyczajną, skromną dziewczynę, która na dodatek jest skrzypaczką. Praktycznie można powiedzieć, że te dwie osoby są z dwóch różnych światów, ale połączyło ich silne uczucie i chęć spełnienia swoich marzeń. Wierzyli, że jeżeli postarają się o odrobinę więcej, to mogą je złapać. Takie dziennie zachowanie, ale mi bardzo się to podobało. Taka pogoń za marzeniami. Uwielbiam marzyć i snuć w obłokach, więc może dlatego to tak bardzo mi się podobało. Każdy z nas lubi marzyć, ale nie każdy zaś ma odwagę, aby o nie walczyć. Oni mieli. I to było piękne.
Co prawda, nigdy nie może być kolorowo jak w bajce. Zawsze szczęściu głównym bohaterom coś musi stanąć na drodze. Tą osobą okazała się Nanami Natsuki, była dziewczyna Naokiego. Rany, jak ja jej w prost nie cierpiałam. Takie okropne babsko, że na prawdę. Miałam wręcz wrażenie, że ta dziewczyna ma coś z głową, albo rozdwojenie jaźni. Raz zachowywała się tak miło, była tak urocza, że aż to było sztuczne. Przecież nikt taki idealny nie jest. Pamiętała o urodzinach mamy Naokiego, zadzwoniła, złożyła życzenia. To samo tyczy się urodzin jego siostry. Ale dzięki  Yoyogi Ren ( którego na początku także nie lubiłam) nasza 'idealna dziewczynka' pokazała jaką jest na prawdę osóbką. Ja jej się dziwię, żeby tak zranić i zdradzić takiego faceta jak Naoki, to na prawdę trzeba mieć nie równo pod sufitem, albo być tak zaślepionym nowym zawodnikiem ARCS. Przecież ten cały Yoyogi do pięt nie dorastał Naokiemu. Ja nie wiem, co tej dziewczynie się stało, ale ona od samego początku mi się nie podobała. Taki czarny charakter w dramie na czele z tym swoim Yoyogim. Hah, ale polubiłam go za to, że w końcu wyznał się na Nadsuki i chociaż tej jeden raz powiedział o niej prawdę. Żałuję, że wtedy oberwał od Naokiego, no ale cóż... nie ja pisałam scenariusz. Jeszcze bardziej ta kobieta mnie doprowadzała do szału, gdy próbowała zrobić wszystko, aby Naoki nie był szczęśliwy. Chciała, aby wrócił do niej z płaczem i aby błagał ją, aby była z nim. Pf... chore zachowanie. Odniosłam wtedy wrażenie, że ona przecież nie może go kochać, ba nawet nie ma prawa tak mówić! Bo gdyby na prawdę go kochała, pozwoliłaby mu odejść i cieszyłaby się jego szczęściem, bo to co ona robiła to...
zamknąć ją miałam ochotę w szpitalu dla psychicznie chorych. Bo tam jej miejsce powinno być. Strasznie dziwna była i czasem te jej humorki doprowadzały mnie do tego, że zastanawiałam się, czy płakać, czy się śmiać. Żałosna była i tyle. Uważała siebie, że kim to ona nie jest i w ogóle. Najgorsze było to, gdy zaprzyjaźniła się z Riko, a potem zadzwoniła do niej i zaczęła wypytywać się, czy Naoki jest u niej. Taa i zaczęła przepraszać, że się spóźnił, bo był z nią. Rany, ja na miejscu Reiko powiedziałabym jej coś, aby się odczepiła, a następnie porozmawiała szczerze z Naokim, a nie, taka zabawa w chowanego. Takie dziecinne to zachowanie było Riko. Nie potrafiła mu zaufać, a słuchała tej chorej kretynki. 


Tutaj znowu muszę zwrócić szczególną uwagę na ścieżkę dźwiękową, a raczej opening:

Piosenka jak najbardziej radosna i tryskająca energią. Taka niby rockowa, niby nie. Już za pierwszym razem, widząc opening w pierwszym odcinku piosenka wpadła mi w ucho, po czym po obejrzeniu, zaczęłam szukać wykonawcy. Słuchałam jej na okrągło i teraz z refrenu utworzyłam sobie nawet dzwonek na telefon ^^.

Openig jak najbardziej mi się spodobał. Dużo jest scen z filmu, a przede wszystkim z meczu. Można popatrzeć, jak pięknie celują do kosza ^^.

Również jest wersja ballady tejże piosenki, która bardziej podoba mi się od oryginału. Także pojawia się w dramie ^^.

 
 
Również nie da się pominąć znakomitej Mai, przyjaciółki Riko, która była genialna. Ta dziewczyna powalała mnie wręcz na kolana i ta jej fryzura także. Hatano Shuji również tyczy się tych barwnych postaci w dramie, które kolorowały ją do możliwych granic. Także muszę zwrócić uwagę na trenera Kawasaki Tomoya, bo mimo że zakochał się w naszej cudnej Riko, to pozwolił jej odejść do Naokiego, i co najważniejsze nie był zły na Naokiego. Sądziłam, że zacznie mu robić jakieś numery na treningach, że zacznie się mścić, a tutaj proszę. Taka niespodzianka. Fajna postać, ale także stawała na przeszkodzie do szczęścia Naokiego i Riko.
No cóż... chyba łatwo idzie się domyślić zakończenia. Obaj spełniają swoje marzenia, pomijając fakt, że byli rozdzieleni przez pół roku. Potem odbywa się mecz, Riko pędzi na niego, jak na złamanie karku. Mecz zostaje wygrany, oczywiście szalona Riko musiała dodać swoje trzy grosze do dopingu. Po meczu wpadają sobie w ramiona. I koniec. Sądziłam, że poprosi ją, aby wyszła za niego, no ale chyba za dużo wymagałam od głównych bohaterów. Końcowe słowa i tak wywołały u mnie szeroki uśmiech.
Ścieżka dzwiękowała również zasługuje u mnie na plus, zwłaszcza opening. Nawet zrobiłam sobie z niego dzwonek na telefon. W dodatku bardziej przypadła mi do gustu wersja wolniejsza i delikatniejsza.
Taa... z pewnością ta drama zostaje w mojej pamięci na dłużej. Pokazała, że jednak miłość daje siłę w codzienności i w problemach. Taa... ale taka miłość rzadko się zdarza na co dzień i taki Naoki. Tylko pomarzyć... ;]. Oceniam dramę 10/10. Piękna, historia o miłości. ;P

3 /skomentuj:

Anonimowy pisze...

i ten napis tam na tym boisku! Ten fajowy napis! <3

~Madlejane

Anonimowy pisze...

Mnie też dawno mnie było...jakoś nie miałam weny do czytania czegokolwiek. A ostatnio nawet oglądałam jakiś dramat japoński na "ale kino" i nawet mi się podobał, ale niestety nie wiem jaki był tytuł. A co do mnie to niestety, kiedy już było dobrze, musiało się zrobić gorzej. No cóż, jakoś to wytrzymam, bo ktoś kiedyś powiedział, że: "najpierw musi być gorzej, żeby mogło być lepiej" więc tak jakby ufam temu zdaniu i czekam na lepsze ;)
Pozdro

~alone-girl-blood.blog.onet.

Anonimowy pisze...

Uh, mam tą dramkę w planach od dłuższego czasu, głównie przez grającą tam Keiko Kitagawę, która jest moją najbardziej ulubioną, japońską aktorką.
Eh, jakby nie patrzeć, jest to kolejna drama o spełnianiu marzeń i o pięknej miłości, która oczywiście musi napotkać na swej drodze milion przeszkód. Jednak jest coś w tych historiach, że ogląda się je z prawdziwą przyjemnością.
U mnie nowa recenzja- tym razem japoński film "Aoi Haru"
Pozdrawiam^^
bideo.blog.onet.pl

Prześlij komentarz