Image Hosted by photobucket.com

sobota, 18 sierpnia 2012

私の偉大日本の恋 (Watashi no idai nippon no koi) Rozdział 4: Bratanica.

 Wo, wo, wo ~ (^-^) Nawet nie spodziewałam się, że dzisiaj coś napiszę, a tutaj niespodzianka ;D. Rozdział ukończyłam praktycznie przed samym wyjściem ze znajomymi. Dla mnie to szok, bo wczoraj, brzydko mówiąc, pisanie szło mi, jak krew z nosa, a dzisiaj to jestem w szoku. Mam nadzieję, że tej osobie, co obiecałam wczoraj rozdział się spodoba ;p. Bo jakby nie patrzeć były jej urodziny, więc chciałam zrobić jej miły prezent. Nie udało się, ale myślę, że spóźniony drobny prezencik jej się spodoba ;). Chyba dzisiejszą moją motywacją na skończenie rozdziału była nowa piosenka KAT-TUN'a na singla, która zaczęła krążyć już w sieci. Mi się baardzo ona podoba <3. Teraz tylko muszę czekać do 12 września kiedy to będzie premiera i posłucham sobie resztę utworków. Chyba jakoś wytrwam... xD.



 私の偉大日本の恋
Rozdział 4: 
Pomimo dość wczesnej pory jak na wakacje, młoda dziewczyna szła ulicą. Na plecach miała zarzucony duży i wypchany plecak, na ramieniu ciążyła jej jeszcze podręczna torba. Przystanęła na chwilę tylko po to, aby z nadgarstka zdjąć gumkę do włosów. Upięła wysoko nią długie, brązowe włosy w końskiego kucyka i ruszyła dalej przed siebie.

Nie wiedziała, czy dobrze robi. Jednak miała już tego wszystkiego dość. Pragnęła się wyrwać gdzieś z domu. Rodzicie przecież nie będą się martwić, gdyż przypięła magnesem do lodówki kartkę dokąd się wybiera. Wczoraj późnym wieczorem zakradła się do plecaka ojca i wyjęła mu z portfela kartę kredytową i parę stów. Teraz kasa spoczywała jej bezpiecznie w kieszonce ukrytej w torbie. 
 
Była już daleko od domu o kilkanaście kilometrów, teraz kierowała się z przystanka autobusowego w stronę lotniska, do którego miała raptem jeszcze co najmniej z dwadzieścia minut. 
 
Nie mam zamiaru marnować kolejnych wakacji siedząc w domu, powiedziała w duchu do siebie i z wielkim uśmiechem na twarzy szła dalej.


***

Szli korytarzem, jak zawsze pełni uśmiechnięci i rzucając żartami nie przejmowali się tym, co dzieje się dookoła nich. Byli nie wyspani i wyczerpani jednak to wszystko odpłynęło w niepamięć, gdy spotkali się przypadkiem na korytarzu. 
 
Była siódma rano a w agencji panował taki tłok, że ciężko było przecisnąć się do którejkolwiek sali. 
 
-Widziałem początek projektu na naszego singla- powiedział w końcu Koki, wypinając dumnie pierś do przodu.- Mówię ci, Ue, jest świetny. 
 
Przecisnęli się przez jakąś grupkę Japończyków stojących pod salą ćwiczeń wokalnych. 
 
-O, kiedyś ty to widział?- Tatsuya dogonił Kokiego i spojrzał mu w twarz.

Tanaka udał, że się zastanawia.

-No jak to kiedy? Przecież mówię, że wczoraj.

Ueda wypuścił zrezygnowany powietrze z płuc. Cały Koki, westchnął cicho.

-Tak, to już wiem, ale nie wiem, kiedy było ci dane to wszystko ujrzeć, skoro razem wyszliśmy z agencji.

Koki cicho się roześmiał.

-Nie doceniasz mnie, Ue, oj nie.- Pokręcił głową, wciąż się śmiejąc.- Miałem po prostu spotkanie wczoraj z naszym tekściarzem. Prosił, abym dopisał swoją część rapu i tyle.

Ue kiwnął tylko głową na znak, że rozumie. Zaraz potem przystaną odruchowo, marszcząc czoło i krzywiąc się, co nie uszło uwadze jego przyjacielowi.

-Co jest?-Chciał coś jeszcze dodać, ale nie było to potrzebne, bo powędrował za jego spojrzeniem i wszystko było jasne.

Na korytarzu minęła ich właśnie kobieta o kręconych ciemnoblond włosach. Kosmyki po prawej stronie miała założone za ucho, za którym miała umieszczony ołówek. Niebieskie tęczówki, które były tak przejrzyste niczym bezchmurne niebo, spoglądały zza szkieł okularów surowym spojrzeniem. Ten wzrok zdecydowanie do niej nie pasował, gdyż rysy twarzy miała tak delikatne, jak płatki kwiatków. 
 
Była Norweżką, a do Japonii zawitała jakieś dwa lata temu, dzięki awansowi. Nazywała się Karen Romoeren, ale odkąd zaczęła pracę w agencji, pracownicy zaczęli ją nazywać po prostu Kokoro. Z prostych i oczywistych przyczyn, gdyż dziewczyna miała złote serce i służyła pomocą każdemu. 
 
Wyraz twarzy, który przyjęła w tej chwili, zawsze pojawiał się, gdy tylko jej oczy napotykały Japończyka, piosenkarza zespołu KAT-TUN, niejakiego Uedę Tatsuyę.

Koki klepnął kumpla pocieszająco w plecy.

-Weź się nią nie przejmuj.

Tatusya rzucił mu krótkie spojrzenie.

-A kto mówi, że się przejmuję, co?-Potrząsnął głową i ruszył dalej.

-Przecież widzę.- Dogonił go, przypadkowo przy tym trącąc kogoś ramieniem.- Zawsze masz taki wyraz twarzy, gdy ją widzisz.

Jego zespołowy kolega chciał coś mu odpowiedzieć, ale przerwało mu zderzenie się z kimś. Oszołomiony wpadł na Kokiego, który złapał go za ramię i razem jakoś uniknęli upadku.

-Co, u diabła...!- warknął Ue, rozcierając obolałe czoło.- O, Kame, cześć. 
 
Jednak chłopak nie patrzył na niego, tylko wzrokiem błądził po całym korytarzu, jakby kogoś szukał, gdyby od tej osoby zależało jego życie. 
 
Nie wyglądał także najlepiej. Włosy miał rozburzone, jakby co dopiero wstał z łóżka, twarz blada z lekko podkrążonymi oczami. Najwyraźniej nie spał najlepiej tej nocy. Ue zaczął typować, że to kolejny objaw pracoholizmu.

-Hej, co jest, stary?-Koki wychylił się zza ramienia kolegi i machnął dłonią przed jego twarzą.

Mężczyzna dopiero wtedy zauważył przyjaciół, co trochę go zdziwiło, że to właśnie z nimi się zderzył.

-Szukam kogoś- zdołał z siebie wykrztusić i zaraz znów jego oczy przeskakiwały z jego człowieka to na drugiego.

-Aha- Koki zdecydowanie pokiwał głową.- To widać, a możesz zdradzić nam za kim wodzisz tak takim spojrzeniem?

Kamenashi szybko przeniósł spojrzenie na Tanakę, a ten wyszczerzył zęby w szerokim uśmiechu i mrugnął dwa razy powiekami. 
 
Kame zmarszczył brwi, nie wiedząc, o co chodzi kumplowi.

-Za tą nową... tekściarką...- Starał sobie przypomnieć jej imię, ale na próżno. Zaraz przypominał sobie, że gdy zapytał dziewczynę o nie wczoraj w windzie, ta już wybiegła i bardzo możliwe, że nie słyszała go. Cholera, przeklął w myślach.

Ue widząc, jak jego kolega męczy się ze swoimi myślami wybuchnął gromkim śmiechem, do którego po chwili dołączył Koki.

-Kaoru- powiedział Ue, gdy trochę mu przyszło.

-Że co?- Brwi Kamenashiego uniosły się wyżej.

Tanaka z Tatsuyą wymienili porozumiewawcze spojrzenia i zaraz parsknęli śmiechem. 
 
-Kaoru- powtórzy Koki, jak zaczarowany.- Tak ona ma na imię, Kaoru. Kawasaki Kaoru.

Na dźwięk tych słów, mężczyzna się cofnął odruchowo, robiąc podejrzliwą minę.

-Skąd to wiecie?- Jego brwi powędrowały jeszcze wyżej, przez co czoło się zmarszczyło. 
 
Kolejny raz spojrzenia dwóch przyjaciół Kamenashiego spotkały się ze sobą i jednocześnie, jakby się umówili, wzruszyli ramionami i wybuchnęli śmiechem.

-Gdybyś wczoraj nie siedział tyle czasu na planie filmowym, z pewnością byś ją poznał.- Jako pierwszy odezwał się Koki, którego cała ta sytuacja bawiła, jak małego dziecka.- Była z nami wczoraj na lunchu i... Zaraz, zaraz, a co ty chcesz od niej? Z tego, co wiem, nie pisze dla ciebie żadnego tekstu na solówkę.

Odsunął się od Uedy i poszedł do Kame. Objął go ramieniem, jak kumpel kumpla, aby tamten mógł zdradzić mu jego sekret. 
 
-Mi możesz powiedzieć. Wiesz, że nie jestem papla.- I uśmiechnął się szeroko. 
 
Kamenashi chciał już coś powiedzieć, jednak zrezygnował z tego. Westchnął tylko cicho i wziął rękę Tanaki ze swojego ramienia, po czym zaczął szukać czegoś w kieszeni dżinsów.

-Tego...

Wyciągnął z niej kartkę papieru, która była złożona na części. Jednak nie zdążył jej rozłożyć, bo zaciekawiony i wścibski Koki porwał mu ją z ręki.

-No, no...- gwizdnął cicho przez zęby, uśmiechając się zjadliwie.- Nieźle Kame, nieźle...

-Ja też chcę zobaczyć- zawołał Ue .-Co to jest?

Koki odchrząknął znacząco, jakby podczas jakiegoś ważnego przemówienia, ale z trudem powstrzymywał wybuch śmiechu, bo za każdym razem, gdy próbował odczytać, co było tam napisanie, zaczynał chichotać.

-„Dziękuję za gościnność, a przede wszystkim za suchy ciuch. Stokrotne dzięki”.- W końcu udało mu się wykrztusić treść wiadomości, w dodatku udając damski głos.

Tatsuya był już cały czerwony ze śmiechu. Bawiła go cała ta sytuacja, obserwując jak Koki zbiera się w sobie, aby zacytować słowa tekściarki. 
 
-Nie- wybuchnął w końcu śmiechem, zginając się w pół.- Koki, ściemniasz! Na pewno tak tam nie jest napisane. 
 
-Jak nie, jak tak?

Pokazał koledze język, a następnie podstawił mu pod nos ową kartkę, będąc przy tym dumny jak paw. 
 
Kamenashi odetchnął głośno. Wcale mu nie było do śmiechu, wręcz przeciwnie. Spoglądał na swoich przyjaciół, jak na rozpieszczone dzieci, których śmieszy dosłownie wszystko. Miał ochotę zamordować ich gołymi rękami. Klął teraz siebie w myślach, że pokazał im tą wiadomość. Mógł ją zachować dla siebie i odnaleźć dziewczynę bez ich pomocy. Tak to jest właśnie liczyć na własnych kumpeli, nie ma, co. Oni zawsze ci pomogą w potrzebie... Jak zawsze.

-Dobra już, dobra.- Wyrwał Kokiemu kartkę i wepchnął ją z powrotem do tylnej kieszeni spodni.- Dzieciaczki się pośmiały już, tak? No to koniec przedstawienia. 
 
Obaj słysząc te słowa przestali się śmiać i w mgnieniu oka stali się poważni, jak nigdy przedtem.

-Kamee...-zaczął cicho Ue, nie wiedząc, jak dobrać odpowiednie słowa, gdyż czuł się miażdżony pod jego spojrzeniem.- Ale co to ma znaczyć? Ta kartka?

Tanaka zasłonił usta dłonią, aby nie wybuchnąć kolejny raz śmiechem i odwrócił się do nich plecami. Zaczął szukać ciekawszego obiektu, aby móc skupić na nim wzrok, bo nie chciał teraz doznać kolejnej głupawki. 
 
Kamenashi kolejny raz odetchnął głośno.

-Spotkałem ją, jak wychodziłem z agencji- powiedział cicho.- Ona szła piechotą, a padało, no więc... zaproponowałem, że ją podwiozę.- Wzruszył ramionami.-No, ale rozpętała się burza, no więc... pojechaliśmy do mnie, bo...

Koki dotąd stojący cały czas do nich plecami, nagle odwrócił się na pięcie w stronę kumpli z wytrzeszczonymi oczami.

-Spałeś z nią?

-Weź się nie drzyj, dobra?!- Kame szybko zatkał dłonią jego usta, a gdy Tanaka wyciągnął ręce w obronnym geście, że będzie już cicho, puścił go. 
 
Koki się zakrztusił.

-Ale, Kame... zaprosiłeś do siebie dziewczynę, której nawet nie znasz imienia i nic o niej nie wiesz? No, no... stary, ja cię nie poznaję w ogóle.

Teraz mówił cicho, niemal szeptem, ale jego oczy mówiły co innego. Chciał przyjaciela wypytać o wszystko, ale teraz wiedział, że nie ma na to żadnych szans, gdyż Kamenashi był, mówiąc krótko, wkurzony. 
 
-Dajcie spokój, byłem tylko uprzejmy...- Zaczął się tłumaczyć. Skrzyżował dłonie na klatce piersiowej i odwrócił głowę w bok, zastanawiając się, jak to się stało, że nie chciał jej odwieźć do domu.

Patrząc teraz na wczorajszą sytuację, swoje zachowanie uznał za nieodpowiedzialne. Koki miał rację mówiąc mu, że jej przecież nie zna, nawet imienia, a zaprosił ją do siebie. Nie potrafił tego zrozumieć, co się z nim wczoraj działo. Czuł się tak, jakby był pod jakiś urokiem, czy wpływem dziewczyny. Zupełnie tak go zainteresowała osoba nowego pracownika agencji, że o mało co, a nie stracił głowy. 
 
Kompletnie siebie nie poznawał. Jednak musiał stwierdzić, że wczorajszy wieczór, który spędził w jej towarzystwie mu się spodobał i mimowolnie na te wspomnienia uśmiechnął się. Wyobraził sobie tekściarkę w jego podkoszulku, w którym wyglądała uroczo, gdy wyszedł z łazienki i ujrzał ją, gdy siedziała nad tekstem piosenki. Te słowa, które w niej zawarła, miały jakąś iskierkę magii, która przemawiała do niego całkowicie. Pomimo że widział tylko nawet nie połowę tekstu, kupował go w całości. 
 
Potrząsnął głową, aby nie odpływać za bardzo do swoich myśli i powrócił do tak zwanego świata żywych. 
 
Jego koledzy uparcie wpatrywali się w niego, jakby chcieli zaraz wszystko usłyszeć, o czym myślał przez ten krótki czas. Wyglądali jak kundle, które merdają ogonkami, aby dostać swoje jedzenie. 
 
Jak dzieci, przemknęło przez myśl Kamenashiemu.

-Nie, nie spałem z nią- odpowiedział na ich nieme pytanie, które wyczytał w ich iskrzących się oczach.

Koki przekrzywił głowę w bok, mrugając tak szybko powiekami, jakby coś mu wpadło do oka, albo jakby czegoś nie zrozumiał, a jego umysł podjął się tejże jakże skomplikowanej analizy. 
 
-Nie?

Już nie mrugał powiekami. Dla odmiany teraz wyglądał jak jakiś posąg, z tak wykrzywioną twarzą, jakby co dopiero zaczął się pierwszy raz czemuś dziwić. 
 
-A co, nie mówię po Japońsku, czy co?- zażartował Kamenashi, chichocząc z miny przyjaciela.-Muszę iść.

Nie mówiąc nic już więcej, rzucił się biegiem przez tłum na korytarzu. Koki z Uedą obejrzeli się i wtedy ujrzeli za zakrętem znikającą nową tekściarkę. Spojrzeli na siebie i wybuchnęli znowu śmiechem.

***

Była zdenerwowana jak nigdy wcześniej. 
 
Czuła się, jakby była jakimś intruzem, który zakradł się do agencji i unikając ochrony, starała się być niewidzialna niczym duch. Wchodząc do budynku, rozglądała się bacznie we wszystkie strony, aby czasem nie natknąć się na pewną osobę, której dzisiaj w stu procentach nie chciała spotkać. 
 
Była niewyspana, bo nie potrafiła zasnąć w obcym mieszkaniu, a gdy zaś zasnęła, dręczyły ją koszmary.

Śniło jej się, że stoi na przystanku w deszczu i moknie. Czekała na autobus, który powinien już nadjechać dawno temu, ale z niewiadomych przyczyn spóźniał się. Przeklęła na głos po polsku, a zaraz po japońsku. Było jej zimno i odczuwała głód...

Otrząsnęła się z tych myśli, gdy winda zasygnalizowała, że znalazła się na upragnionym piętrze.

Wiedziała, że jest jeszcze wcześnie, ale mając małą wiedzę na temat pracy Japończyków, była pewna, że Yamashitę spotka już wcześniej w agencji, niż o godzinie, o której się umówili.

Wyszła z windy kierując się w stronę jednej z sal. 
 
Za sobą usłyszała, jak ktoś biegnie za nią, co spowodowało gwałtowny skok jej serca.

-Tutaj jesteś-wysapał męski głos.-Wszędzie cię szukam.
 
Zamarła w połowie kroku. 
 
Do sali dzieliło ją raptem pięć kroków, cholera.

A była przecież tak ostrożna, dlaczego nie zauważyła go na tym piętrze? 
 
Odwróciła się wolno w jego stronę i zdezorientowana uśmiechnęła się do niego.

-Ohayo gozaimasu, Kamenashi-san- powiedziała zacinając się.- Sumimasen, ale spieszę się. No to, yaa ne.

Pomachała mu nieśmiało i napięcie ruszyła w swoją stronę, modląc się, aby zostawił ją w spokoju.

-Z-zaczekaj- zawołał za nią. 
 
Ucieszyła się, gdy jej dłoń spoczęła na klamce od drzwi. Teraz tylko, aby Yamashita byłby w środku, bo inaczej nici z ucieczki.

-Przepraszam, ale nie mam czasu.

Nie odwróciła się już za siebie, tylko weszła do środka, a Kamenashi został sam na korytarzu. 
 
Kamień z serca jej spadł, gdy ujrzała Japończyka, który ćwiczył jakieś kroki taneczne. Uśmiechnęła się mimowolnie i zamknęła za sobą drzwi. 
 
Ruszyła w jego stronę, ale mężczyzna widział ją już w lustrze, więc zatrzymał się. Przeszedł przez salę i wyłączył magnetofon, który spoczywał na krześle. 
 
Otarł pot z czoła. Sięgnął po butelkę wody i upił kilka łyków.

-Już dziewiąta?- spytał łapiąc oddech do płuc. 
 
Wziął do rąk ręcznik i zarzucił go sobie na szyję, po czym zmęczony opadł na krzesło.

-Nie, jest ledwo po siódmej.

Zaczęła szukać czegoś w torebce. Wyciągnęła swój zeszyt i zaczęła kartkować strony, szukając wczorajszych słów tekstu.

-Mam już prawie połowę piosenki- powiedziała dumnie i podała mu zeszyt.

Yamashita wziął go do rąk. Spojrzał niepewnie na dziewczynę nim zaczął śledzić wzrokiem zapisaną stronę. Gdy ona uśmiechnęła się i wskazała brodą, aby czytał, ten posłusznie zerknął do zeszytu.

„Kiedy zasypiam- zapadam się
Wtedy nie czuję nic- prócz odrętwienia
Czuję, że tonę w morzu zapomnienia
Słyszę, jak cicho wzywasz mnie do siebie

Spoglądam w twoje oczy -co one kryją?
Boję się podejść bliżej, bo w nich zatracam się.

Znów mi się śnisz- dlaczego nawiedzasz mnie?
Słyszę twój szept- dlaczego wciąż dręczysz mnie?

Kiedy ciemność otula mnie
Wtedy wokół jesteś tylko ty
Wszystkie głosy nocy zmieniają się w twój szept
Wciągasz mnie w wir niekończącej się rozmowy
Czuję, jak obezwładniasz mnie”

Japończyk z zaciekawieniem czytał słowa tekściarki. Mrugał powiekami, to marszczył czoło, ale na sam koniec uśmiechnął się promiennie i wesoło. 
 
Uniósł oczy na dziewczynę i uśmiechnął się jeszcze szerzej.

-To jest dobre, naprawdę... Podoba mi się.

Kaoru poczuła, że zaczyna się rumienić, ale odwzajemniła jego uśmiech.

-Masz do niej tytuł?

Mrugnęła powiekami, krzywiąc się trochę.

-Jeszcze nie. Tytuły utworom nadaję, gdy mam już cały tekst skończony. To jest jeszcze szkic, że tak powiem. Założę się, że wprowadzę do niego jeszcze kilka poprawek, nim zobaczysz całość.

Kiwnął w zamyśleniu głową, spoglądając w tekst.

-Ale jest świetny.-Nadal kiwał głową i wskazał pacem na ostatni wers.-Zwłaszcza to.

Dziewczyna nachyliła się, aby zobaczyć, o które słowa mu chodzi najbardziej.

Była cała w skowronkach, że tekst mu się spodobał. Teraz wystarczyło, aby dopisać całość i jedna piosenka gotowa. Była ciekawa także, jak zareaguje na te słowa jej szef. Marzyła o tym, by po tej piosnce dostała umowę na całe dwa miesiące. Bo praca tutaj coraz bardziej zaczynała jej się podobać.

-Naprawdę?- Nie dowierzała, że Yamashice tak bardzo spodobały się te słowa, które zapisała wczoraj w niecałe kilka minut. 
 
-Yhym... To pisz dalej.- Oddał jej zeszyt.- A ja ćwiczę dalej... niedługo nagrywam teledysk.

Podniósł się z krzesła. Napił się jeszcze parę łyków wody i ruszył do magnetofonu. 
 
Kaoru stała jeszcze w tym samym miejscu, nie wiedząc, co począć dalej. Nie chciała wychodzić z sal tańca, bo nie chciała natknąć się na Kamenashiego. Teraz musiała jakoś szybko i niezauważalnie wyjść z agencji i udać się do swojego mieszkania, aby tam móc w spokoju dokończyć tekst. 
 
Pożegnała się z Japończykiem i wyszła, bo szczerze mówiąc, nie miała nic więcej tutaj do roboty. Mężczyzna był ciężko zapracowany, najwyraźniej ćwiczył taniec od samego rana, a może i nawet nie wrócił na noc do domu. 
 
Gdy wyszła z sali, na korytarzu panował chaos, bowiem dwie osoby kłóciły się ze sobą.
Była w wielkim szoku, gdy jedną z nich był Japończyk, którego poznała pierwszy dzień, gdy zawitała w agencji. Ueda kłócił się zawzięcie z jakąś dziewczyną, której Kaoru wcześniej nie było dane tutaj spotkać. 
 
Dlatego podeszła trochę bliżej, aby móc wyłapać jakiekolwiek słowa sprzeczki, gdyż zdania w języku japońskim z tej odległości były dla niej niezrozumiałe. 
 
Podchodząc bliżej zauważyła, że owa kobieta była młodego wieku. Miała bardzo ładne rysy twarzy i tak niebieskie oczy, jakby nosiła szła kontaktowe. Ale ich nie nosiła, Kaoru wiedziała o tym, bo przecież dziewczyna miała na nosie okulary. 
 
-A idź do diabła, wiesz?- warknęła kobieta, wypuszczając gwałtownie z siebie powietrze. 

Cała się trzęsła z nerwów, a jej wzrok buchał tylko groźnymi płomyczkami wściekłości.
Akcent też miała jakiś dziwny, nietypowy, gdyż charakterystyczne było w niej to, jak wymawiała literę „R”. Było tak wyraziste, niczym w francuskim, jednak dziewczyna nie wyglądała na Francuzkę. Kaoru zgadywała, że pochodzi ona z któregoś kraju nordyckiego.
Ueda zacisnął usta w wąską linię, jakby chciał się powstrzymać przed powiedzeniem czegoś bardzo niemiłego. Tekściarka zauważyła, że chłopak nawet zacisnął z całych sił dłonie w pięści. Oho, kłótnia musiała być naprawdę bardzo poważna... Ciekawe, o co poszło, zastanawiała się.

-No, co.-Odezwała się znowu kobieta, najwyraźniej prowokując mężczyznę do dalszej kłótni.-Zabrakło ci języka w buzi, czy co? 
 
Mówiąc te słowa odwróciła się i ruszyła przed siebie.

-Czy ty wszystko musisz robić na odwrót, Karen?

Japończyk wciąż miał zaciśnięte dłonie w pięści, ale zebrał sobie odwagę i z przesyconym głosem nienawiści odezwał się, jak sobie sama życzyła. 
 
Niejaka Karen stanęła jak w murowana w podłogę.

-Tyle razy ci mówiłam, abyś nie mówił mi po imieniu! Czy ty robisz to celowo? 
 
Piorunujący, zimny i stalowy wzrok spoczął na Japończyku. Kaoru się zdawało, że Ue aż się skulił w sobie, jakby chciał uchronić się przed zimnem bijącym od dziewczyny.

-Przestań- powiedział tylko, całkowicie zbywając jej wzmiankę na temat imienia.- Wszystko zrobiłaś źle. Nie tak, jak trzeba! Kurdę, dziewczyno, jak praca to praca! Skoro Johnny dał ci pracować nad naszym projektem, powinnaś zapomnieć o nienawiści do mnie, nie uważasz? Tutaj chodzi o całą grupę, a nie o mnie! I przez ciebie mamy teraz o kilka dni w plecy. Fantastycznie, wiesz? Dziękuję ci, Karen. Cholernie ci dziękuję.

Wkurzony do granic możliwości Ueda walnął otwartą dłonią w ścianę i jego oczy napotkały się na stojącą tekściarkę. Widząc jej z szokowaną minę, ruszył w stronę schodów, zbiegając po nich, jak oparzony. 
 
Karen pokręciła tylko głową, wzdychając cicho. Schyliła się po jakieś kartki papieru, które podczas kłótni chyba się rozsypały. 
 
-Pomogę ci.

Kaoru rzuciła się w jej stronę, widząc jak dziewczyna drżącymi dłońmi zbiera swoją zawartość pracy z podłogi. 
 
Kobieta podniosła na nią wzrok i uśmiechnęła się przepraszająco. Chłód, który szalał w jej oczach rozpłynął się, jakby w ogóle go tam nigdy nie było.

-Widzę, że nieźle macie ze sobą na pieńsku-skomentowała tekściarka, podając jej plik kartek.

Karen się zawahała.

-No i to jeszcze jak-westchnęła zrezygnowana i usiadła na podłodze. Z jej oczu zaczęły kapać łzy.

Tekściarka poczuła się niezręcznie w tej sytuacji. 
 
Nie znała tej dziewczyny, więc nie wiedziała, co powiedzieć, aby jej nie urazić słowami, którymi chciałaby ją jakoś pocieszyć. 
 
-Coś nie tak?-spytała niepewnie.-Przepraszam, nie powinnam pytać, nawet się nie znamy.
Kolejny raz spojrzała na nią i uśmiechnęła się ciepło. 
 
-Nie szkodzi. Wiesz, czasem dobrze jest się komuś wygadać i to całkiem obcej osobie.

Kaoru uśmiechnęła się niepewnie i zgodziła się z nią.

Pomogła jej wstać z podłogi i razem udały się na mały spacer.

-I jak ci się tutaj podoba praca, hmm?- spytała Karen, gdy już znaleźli się z dala od agencji. Omiotła spojrzeniem tekściarkę, po czym uśmiechnęła się pod nosem.- Jesteś tutaj nowa, więc może powinnam cię zapytać o to po miesiącu spędzonym tutaj. 
 
Kaoru spojrzała na nią pytającym spojrzeniem.

-Wiesz... wcale tutaj nie jest tak barwnie, jak się to może wydawać, naprawdę. Uwierz mi- zamyśliła się.- Japonia to ciężki kraj, jeżeli chodzi o pracę. Tutaj niekiedy trzeba 12 godzin przesiedzieć nad swoim projektem, jak nie czasem jeszcze dodatkowo zarwać nocy, ehh.

Tekściarka posłusznie tylko się z nią zgodziła. 
 
-A tak właściwie jestem Karen, ale mów mi po prostu Kokoro, hm?-Na jej twarzy wystąpił promienny uśmiech.- Szczerze, nie lubię swojego imienia.

-Miło mi cię poznać, ja jestem Kawasaki Kaoru, ale również to nie są moje prawdziwe dane. Wolę podpisywać się pseudonimem... 
 
-Niech zgadnę- westchnęła przeciągle.- Nie lubisz swojego imienia?

-Yhym- Pokiwała rytmicznie głową i razem się roześmiały.

-Skąd jesteś?

-Z Polski.

-O..-zaciekawiła się, poprawiając okulary na nosie.- Ja Norwegia.

Bingo, pomyślała uradowana tekściarka, tak właśnie przeczuwałam, że z tamtych okolic pochodzisz. 
 
Reszta rozmowy minęła im na pogawędkach o błahostkach. Z biegiem czasu, zaczęły się coraz bardziej dogadywać. Kokoro opowiedziała jej, jak dostała się do tej agencji. Mówiła jej o Norwegi, że zajmowała się projektami nad teledyskami. Zdradziła jej nawet, że zajmuje się również doborem strojów, a czasami nawet jest stylistką. I tak dzięki pracy z sławnymi gwiazdami u siebie w kraju, została doceniona przez swojego przełożonego, dzięki czemu zyskała awans i między innymi w taki a nie w inny sposób znalazła się w Japonii i wylądowała w sławnej agencji,która zajmuje się wypromowaniem męskich grup wokalnych i tanecznych. 
 
-Co cię łączy z Uedą?-wypaliła nagle tekściarka, ale zaraz skrzywiła się i ugryzła w język. W duchu pogratulowała sobie niewyparzonej buzi. 
 
Kokoro nagle posmutniała. Westchnęła cicho i usiadła na najbliższej ławce w parku.

-Gomennasai- wyszeptała speszona Kaoru.- Nie moja sprawa. 
 
Karen cicho zachichotała.

-To nie o to chodzi- sprostowała.- Długa historia.

Tekściarka zmrużyła powieki, uśmiechając się tajemniczo pod nosem. Usiadła obok niej.

-Mamy czas.- Spojrzała na zegarek.-Opowiadaj.

Kokoro wywróciła do góry oczami i uciekła gdzieś wzrokiem. 
 
W parku bawiły się dwie dziewczynki, które kłóciły się o to, która będzie prowadziła na smyczy małego kundelka. Karen widząc ten widok, zaniosła się cicho śmiechem.

-Eh, od czego by to zacząć... 

Dziewczynki jeszcze przekomarzały się, do której tak naprawdę należy kundelek, ale z lodami zjawiła się ich chyba mama, która zawiesiła nad nimi topór wojenny, gdyż obie rzuciły się w jej stronę. Oczywiście piesek pozostał sam na chodniku i korzystając z okazji, pobiegł w swoją stronę, machając dumnie ogonkiem. 
 
-Na początku byliśmy przyjaciółmi. Świetnie się razem dogadywaliśmy i w ogóle było fajnie. Często spędzaliśmy razem czas. Pomimo naszej pracy, jakoś ten czas dla siebie znajdowaliśmy...

-Ale coś się stało, tak? Co takiego?

Karen zmarszczyła nos, poprawiając niesforny kosmyk włosa.

-Przez jakiś czas nawet byliśmy razem.-Wzruszyła ramionami, jakby powiedziała coś naprawdę bardzo zwyczajnego.- I jakoś od tego momentu wszystko zaczęło się pieprzyć. A wiadomo, że jak się coś wali, to na całego.-Spojrzenie utknęła w Kaoru.- Moje kontakty z resztą zespołu również zaczęły się sypać. Jedynie z Nakamaru utrzymuję w miarę dobre i pokojowe stosunki. 
 
Kawasaki nie musiała sobie wyobrażać, jak reszta zespołu ją traktuje, bo była dzisiaj tego świadkiem. Współczuła Kokoro, że reszta również tak chłodno podchodzi do jej osoby, co Ueda.

Kaoru chciała jej coś odpowiedzieć, ale uniemożliwił jej dźwięk przychodzącej smsowej wiadomości. Wyciągnęła z torebki telefon i odczytała wiadomość.

W pierwszej chwili nie chciało jej się w to wierzyć, co ujrzały jej oczy. W momencie adrenalina w jej organizmie rozeszła się po żyłach, parząc niczym wrzący kwas. Serce zastukało niemiłosiernie o żebra, podchodząc do samego gardła. W mózgu zapalił się czerwony alarm i momentalnie jej myśli skierowały się na tor, jakim cudem...

-Coś się stało?-Zaniepokojony głos Kokoro dochodził do tekściarki niczym z innego świata.-Zbladłaś. Dobrze się czujesz?

Kaoru z trudem przeniosła spojrzenie od ekranu komórki na twarz nowej koleżanki. Otworzyła usta, ale zaraz szybko je zamknęła. Nie wiedziała, co odpowiedzieć. Mózg jeszcze nie zaakceptował tego faktu, co wyczytała w smsie. 
 
-Muszę iść.

Wstała szybko z ławki. 
 
Nie wiedziała, co zrobić z telefonem. Schować go do torebki, czy może odpisać na wiadomość, albo oddzwonić?

W głowie wciąż panował chaos i nie potrafiła uwierzyć, jak to się stało.

-Ale co się dzieje, Kaoru? 
 
Karen już stała przy niej i próbowała uchwycić rozbiegany wzrok dziewczyny.

-Moja bratanica...-wykrztusiła z siebie ciężko.

Kokoro złapała ją za ramiona i potrząsnęła lekko.

-Co z nią?

W końcu wzrok tekściarki skrzyżował się ze wzrokiem Karen, a w jej oczach dziewczyna ujrzała strach.

-Ona tutaj jest- wypowiedziała szeptem.- W Japonii. I to w dodatku sama... Nie wierzę.

Potrząsnęła gwałtownie głową, jakby chciała pozbyć się tych myśli ze swojego umysłu.

-Napisała mi, że jest pod moim mieszkaniem. Muszę jechać.

Nie oglądając się za siebie, wybiegła z parku.

10 /skomentuj:

Kokoro-chan pisze...

1) "Nawet nie spodziewałam się, że dzisiaj coś napiszę, a tutaj niespodzianka ;D." No widzisz xP Świat lubi zaskakiwać:D
2) "Mam nadzieję, że tej osobie, co obiecałam wczoraj rozdział się spodoba ;p. Bo jakby nie patrzeć były jej urodziny, więc chciałam zrobić jej miły prezent" A jak przy tym jesteśmy xD spodobał się jej prezent nad którym wczoraj się męczyłaś? ;P
3) "Mi się baardzo ona podoba <3." Podejrzewam, że nie tylko Tobie xD
4) "Chyba jakoś wytrwam... xD." Wytrwasz, a właściwie wytrwamy:P Bo też się nie mogę doczekać, co ciekawego tym razem zaprezentują :P
5) "Rodzicie przecież nie będą się martwić, gdyż przypięła magnesem do lodówki kartkę dokąd się wybiera" Typowe myślenie nastolatek:P Gorzej będzie jak kartka odpadnie od lodówki i tajemniczo zniknie:P
6) "Wczoraj późnym wieczorem zakradła się do plecaka ojca i wyjęła mu z portfela kartę kredytową i parę stów." Co z tego, ze kartę wzięła, jak hasła nie zna:P Bo przecież, to one było najważniejsze xD
7) "Byli nie wyspani i wyczerpani jednak to wszystko odpłynęło w niepamięć, gdy spotkali się przypadkiem na korytarzu." Tak, znajomi dawają takie kopa, że szok:D Sama jestem tego przykładem, że jak zarwie nockę i potem zacznę spotykać i gadać z ludźmi, to mam takiego powera jakbym z 10 RedBulli wypiła xD
8) "-No jak to kiedy? Przecież mówię, że wczoraj." Koki i jego inteligencja xD Zresztą i tak ciekawie- bo droga od tekściarza do projektanta była chyba daleka:P
9) "-Nie doceniasz mnie, Ue, oj nie." Też go nie doceniam xP
10) " -A kto mówi, że się przejmuję, co?-Potrząsnął głową i ruszył dalej." Każdy tak mówi, że się niczym nie przejmuje, a potem wychodzi jednak inaczej:P
11) "-Co, u diabła...!- warknął Ue, rozcierając obolałe czoło.- O, Kame, cześć." Jaka poprawna reakcja xP
12) "Włosy miał rozburzone, jakby co dopiero wstał z łóżka, twarz blada z lekko podkrążonymi oczami." Musiał widocznie zaspać:P Się nie dziwie, skoro zeszłej nocy spał na łóżku:P Inaczej by było jak by w salonie:P

Kokoro-chan pisze...

13) "-Za tą nową... tekściarką...- Starał sobie przypomnieć jej imię, ale na próżno." Oj, starość nie radość:P Proponują brać coś na pamięć:P
14) "Tanaka z Tatsuyą wymienili porozumiewawcze spojrzenia i zaraz parsknęli śmiechem." Też bym się z niego śmiała:P
15) " -Mi możesz powiedzieć. Wiesz, że nie jestem papla.- I uśmiechnął się szeroko." W to akurat wątpię:P Przecież, to on podobno zawsze plotki rozsyła:P
16) "Koki odchrząknął znacząco, jakby podczas jakiegoś ważnego przemówienia, ale z trudem powstrzymywał wybuch śmiechu, bo za każdym razem, gdy próbował odczytać, co było tam napisanie, zaczynał chichotać." Widać talentu aktorskiego to on nie ma xD Aż się dziwie, że on gra w dramach xD
17) "Tatsuya był już cały czerwony ze śmiechu. Bawiła go cała ta sytuacja, obserwując jak Koki zbiera się w sobie, aby zacytować słowa tekściarki." A kto by nie był? Nawet czytając to tarzałam się po łóżku jak głupia i mama nie wiedziała co mi jest xD
18) "Zaczął szukać ciekawszego obiektu, aby móc skupić na nim wzrok, bo nie chciał teraz doznać kolejnej głupawki." Ja i tak bym dostała xD Raz jak dostałam atak głupawki to waliłam głową w klawiaturę:P
19) "-Spałeś z nią?" I tu dostałam atak głupawki powiązany z histerycznym śmiechem xD Aż mama przyszłą spytać, czy wszystko w porządku i czy nie trzeba mnie zawieść do lekarza xP
20) "Wyglądali jak kundle, które merdają ogonkami, aby dostać swoje jedzenie." Aż to sobie wyobraziłam:P Kokiego jako buldoga:D A Ueda Goldena xD
21) "Chciał przyjaciela wypytać o wszystko, ale teraz wiedział, że nie ma na to żadnych szans, gdyż Kamenashi był, mówiąc krótko, wkurzony." Dobrze, że nie było wkurwiony, bo byś miała je na sumieniu, bo bym pewnie dostała śmiertelnego ataku śmiechu xP
22) "-Nie, nie spałem z nią- odpowiedział na ich nieme pytanie, które wyczytał w ich iskrzących się oczach." Z logiki matematycznej wynika jednak, że spał xP Ah, to zboczenie matematyczne z liceum xP
23) "Koki z Uedą obejrzeli się i wtedy ujrzeli za zakrętem znikającą nową tekściarkę. Spojrzeli na siebie i wybuchnęli znowu śmiechem." Nie martwcie się, śmiech to zdrowie:p Podobno xP
24) Reszta jutro i czekaj cierpliwie na "X" xD
25) Trzeba być zdolnym aby limit znaków przekroczyć xP Ale sama chciałaś dłuuuugie komentarze xP

Kokoro-chan pisze...

1) Mam nadzieje, że tym razem nie przekroczę limitu xD
2) "Była zdenerwowana jak nigdy wcześniej." Jej zdenerwowanie mi się teraz udziela :P
3) "Była niewyspana, bo nie potrafiła zasnąć w obcym mieszkaniu, a gdy zaś zasnęła, dręczyły ją koszmary." też nie mogłam zasnąć :P
4) "Nie odwróciła się już za siebie, tylko weszła do środka, a Kamenashi został sam na korytarzu." Biedny Kame... Ale należało mu się za to, że spał na łóżku xP
5) Ładny tekst piosenki:) Nie mogę się doczekać aż będzie cały i gotowy :P
6) "-To jest dobre, naprawdę... Podoba mi się." Mi też się podoba:P
7) "Mężczyzna był ciężko zapracowany, najwyraźniej ćwiczył taniec od samego rana, a może i nawet nie wrócił na noc do domu." Biedna Alex, jak nie wrócił na noc xP
8) "Ueda zacisnął usta w wąską linię, jakby chciał się powstrzymać przed powiedzeniem czegoś bardzo niemiłego." I ten fragment da się idealnie narysować! xP
9) "Schyliła się po jakieś kartki papieru, które podczas kłótni chyba się rozsypały." Podejrzewam, że to były projekty xD
10) "Chłód, który szalał w jej oczach rozpłynął się, jakby w ogóle go tam nigdy nie było." I tak z zimy powstała wiosna w oczach
11) Kłótnia boska! Tylko szkoda, że nie ma rękoczynów:P
12) "-Widzę, że nieźle macie ze sobą na pieńsku-skomentowała tekściarka, podając jej plik kartek." Raczej oni są w stanie zimnej wojny :P
13) "Japonia to ciężki kraj, jeżeli chodzi o pracę. Tutaj niekiedy trzeba 12 godzin przesiedzieć nad swoim projektem, jak nie czasem jeszcze dodatkowo zarwać nocy, ehh." Skąd ja to znam xD Nawet w Polsce się noce zarywa by skończyć projekt :]
14) " -Niech zgadnę- westchnęła przeciągle.- Nie lubisz swojego imienia?
-Yhym- Pokiwała rytmicznie głową i razem się roześmiały." Nienawiść do imienia jest chyba zaraźliwa:P Niczym grypa xP
15) "Westchnęła cicho i usiadła na najbliższej ławce w parku." To one były w parku?:D łał, szok:P A ja myślałam, że w jakiejś kawiarni xD
16) Fajny wątek z tymi dziewczynkami :]
17) "Kaoru chciała jej coś odpowiedzieć, ale uniemożliwił jej dźwięk przychodzącej smsowej wiadomości. Wyciągnęła z torebki telefon i odczytała wiadomość." Nie wiedząc czemu, ja obstawiałam, że to sms od Kame xP
18) No i tyle:P Czekam na następny rozdział:P
19) Zajrzyj na bloga jak skończysz:P

Anonimowy pisze...

Jak zwykle zabawne, zwłaszcza Koki ;D, fajny wątek z Ue wprowadziłaś, zupełnie nie spodziewany. Kame tutaj mnie zadziwia bo wczas się dowiedział jak Kaoru(główna bohaterka) ma na imię. Bardzo fajny kawałeczek tekstu piosenki :)
No i dziękuje bardzoo, że pojawiłam się tutaj. Najlepszy prezencik jaki dostałam w tym roku na urodzinki ^-^.
Czekam na kolejny rozdział z niecierpliwością :)

Anonimowy pisze...

Oo, a jednak wzmianka o Psiku to była forma prezentu ? ahaa to już wszystko rozumiem :D Fajnie ci to wyszło, wgl powiem ci, że całkiem fajny pomysł na to opo, nie sądziłam, że coś takiego stworzysz :D Mam tylko nadzieje, że tym razem nie porzucisz tego opo jak to zazwyczaj innymi robiłaś, tylko, że dobrniesz do końca :D Fajnie wykreowałaś bohaterów, tylko mam jedno ale, bo w moim odczuciu postać Kame jest zdeka troszkę sztywna (nie wiem jak w innym rozdziałach, bo przeczytałam tylko ten i na podstawie tylko tego stwierdzam, więc...;]). Btw jestem ciekawa dalszego ciągu, a i postaram się tamte poprzednie rozdziały przeczytać, no i czekam na continuance :D ;)

Kaoru pisze...

Ee, weźcie się podpisujcie pod spodem, bo ja nie wiem, kto pisze. Tzn, teraz wiem, bo na gg mi napisaliście~ ;p.

Taaak ^-^ Przeczytaj poprzednie, bo będziesz lepiej wiedzieć, o co chodzi ^^ No się cieszę, że ci się podoba to opo. Taa, jest inne od moich pozostałych, bo to taka obyczajówka jakby, zero fantasów, czy kryminałów, więc może dlatego ;p.

A co do Kame, to... może faktycznie w tym rozdziale taki jest :P. Postaram sie, aby w dalszych taki nie był ^-^

Love pisze...

Rozdział świetny, przyjemnie się czytało. No i plus za długość ;)
Heh, do tych imion Twoich bohaterów to się chyba nigdy nie przyzwyczaję ;p
No i przepiękna piosenka ;) Aż dwa razy ją przeczytałam ^^

Tak, wróciłam. Jak dłuższy czas nie mam czasu pisać, jest ok. Ale kiedy już zacznę, to nie mogę przestać ;) I wtedy uświadamiam sobie, że to uwielbiam ;)

Everyle pisze...

Ooo, trochę mnie tu nie było, przez to że byłam w rozjazdach, więc jestem strasznie do tyłu z twoimi opowiadaniem, przeeeepraszam. Ale obiecuję nadrobić i wtedy postaram się zostawić jakiś sensowny komentarz, odnoście całości;)

Nowa recenzja na ajia-no-eiga.blogspot.com, zapraszam;)

Rose Love pisze...

Serdecznie zapraszam na nowe rozdziały, które pojawiły się na blogach:

http://pocalunek-lowcy.blog.onet.pl/
http://pocalunek-lowcy.blogspot.com/

alex589 pisze...

W końcu przeczytałam! wczoraj tak jakoś mnie naszło i dzisiaj dopiero komentuję xD gomen ne :P dobrze znasz moją opinię, rozmawiałyśmy o tym, więc nie będę się wiele rozwodzić, bo to co chciałam to już Ci powiedziałam. A Yamashita jak zwykle pracoholik xD no, ale co zrobić, on już taki jest, więc dobrze go przedstawiłaś :p teraz tylko będę czekać na kolejny rozdział. Ej gdzie on jest?! Ja już go chcę, więc sorry bardzo, ale nie obchodzi mnie jak to zrobisz, ale niedługo musi już tu być xD wiem, że jestem upierdliwa, ale za to mnie lubisz hahah

Prześlij komentarz