Image Hosted by photobucket.com

poniedziałek, 14 stycznia 2013

Moje pięści będą gotowe na nadejście jutra// ((あしたのジョー) Ashita no Joe. Japoński film.

A ja od dzisiaj mam ferie <jupi>. Co prawda obiecałam sobie, że poświęcę trochę tego czasu na naukę, a przede wszystkim pisaniu pracy maturalnej, jednak dzisiaj zupełnie zrobiłam sobie dzień lenistwa. Jak to Kaoru, ciężko przychodzi jej motywacja, w szczególności do nauki, ale to się wytnie. Wiecie? Ten ostatni wpis dużo mi pomógł, bo znowu moja big faza na Japonię powróciła~. Nie jestem do końca pewna, czy to główna zasłucha wpisu, ale poniekąd także nowego singla KAT-TUN'a, który ma ukazać się już 6 lutego. Nie mogę się doczekać, kiedy pojawią się pierwsze zapowiedzi do PV, bo piosenkę już było mi dane usłyszeć, no i jak dla mnie jest świetna. Od pierwszego przesłuchania podbiła moje serce. Także, więc czekam na singla z niecierpliwością ;). A dzisiejsza notka, to taki dowód na to, że jednak moje więzi z Krajem Kwitnącej Wiśni ożyły. Pobrałam i skończyłam dzisiaj oglądać film w roli głównej z Yamapim "Ashita no Joe". W każdym bądź razie o tym chciałabym poświęcić tą notkę.


O tym filmie wiedziałam już dużo wcześniej, jednak wtedy skupiłam się nad dramą z Kame "1 pound no fukuin" no a potem jakoś wyleciał mi zupełnie z głowy film o Yamapim, gdzie gra boksera i dopiero dzisiaj się upomniał o obejrzenie, no więc w ramach wolnego czasu, postanowiłam go w końcu zobaczyć. I nie żałuję, bo te dwie godziny spędzone na seansie wcale mnie nie nudziły, ani film mi się nie ciągnął. Zrobiłam sobie tylko jedną przerwę, by zrobić sobie kawę i kanapkę. A tak to nawet nie wiem, kiedy film się skończył.
Ogólnie, po pierwsze byłam przekonana, że to drama, a nie film. Sama nie wiem, dlaczego tak mi się zakodowało w głowie, że to drama. No ale dobra, teraz wiem, że to film XD.
Akcja toczy się w jakiś wcześniejszych latach, nie jestem pewna w jakich, bo nie znam się zupełnie na tych epokach w Japonii. Sceneria trochę powiała mi takim klimatem z Dzikiego Zachodu, sama nie wiem, dlaczego no i plus ta muzyczka, która często pojawiała się w tle. No dla mnie Dziki Zachód, jak nic.
Główny bohater niejaki Yabuki Joe (Yamashita Tomohisa) przybywa pewnego dnia do tokijskich slumsów, gdzie poznaje byłego boksera, który w obecnym stanie stał się pijaczyną Danpei'a Tange. Dochodzi tam do bójki, gdzie Yabuki został w nią wmieszany. Wtedy Tange zauważa talent bokserski młodzieńca i oferuje mu pomoc. Jednak Joe przyprawia sobie kłopoty tą bójką i trafia do więzienia. Prawdziwy sens Yabuki odkrywa dopiero przebywając w więzieniu, gdzie znowu wszczyna bójkę, a w efekcie końcowym zostaje powalony na ziemię przez Rikishi'ego Tooru, który jest zawodowym bokserem. Wtedy Joe obiecuje sobie, że za wszelką cenę pokona w boksie słynnego boksera. W czasie swojej odsiadki Joe dostaje kartki od Danpei'a. "W trosce o jutro" zawierające wskazówki dotyczące boksu, dzięki którym sam zaczyna trenować. Po wyjściu na wolność "Staruszek" Tange, bierze pod swoje skrzydła Yabukiego i zaczyna go trenować. 
Cały film skupia uwagę na boksie. Ukazuje, jak młody i zbuntowany chłopak zaczyna odnajdywać sens w swoim życiu i to, co go naprawdę zaczyna cieszyć. W każdym bądź razie, Joe to był tak upartym człowiekiem, że gorzej się chyba nie dało, no ale jak widać, upartość na swoje mocne jak i słabe strony. U niego było chyba tak między między. Bo zaczął trenować z początku tylko dlatego, by pokonać Rikishiego, dzięki temu wygrał aż 8 walk, bez żadnej przegranej. Mnie to dziwiło, że podchodził do przeciwnika bez gardy, no który normalny bokser opuszcza ręce podczas walki? No ale w filmach to wszystko jest możliwe, więc nie powinny mnie takie rzeczy dziwić, a jednak dziwą. No i ogólnie boski miał ten cios 'Krzyżowo kontrując'. Strasznie mi się podobało, jak tak dwaj uderzają i obaj dostają po ryju (wiem, jak to dziwny człowiek jestem). A, i jeszcze jak ujrzałam Yamapiego w tym swoim wdzianku, na dodatek te krótkie spodnie sięgające do kostek to myślałam, że padnę ze śmiechu. No i kaszkiet też miał fajny, nie powiem ^^.
Rikishiego miałam z początku za naprawdę odpowiedzialnego typa, który nie robi głupich rzeczy. Jednak szybko się omyliłam, bo to, co on zrobił to jest naprawdę głupota poniżej zera. Jak można doprowadzić własne ciało do takiego stanu? Brr... masakra. Owszem, chciał schudnąć, by zmierzyć się w wagowej walce z Yabukim, ale przegiął i to ostro. Jak zobaczyłam go, jak trenuje i się męczy w tych podgrzewanych pomieszczeniach, to myślałam, że zaraz zejdę. W dodatku się jeszcze gdzieś zamknął, gdzie ustawił czajniki z parą i siedział pod kocem, w dodatku jeszcze nie pił wody (!). No głupota i jeszcze raz głupota. A wszystko po to, by stanąć do walki z Joe. Ja się zastanawiam, na co mu to było, skoro był mistrzem i miał w dodatku stanąć do walki światowej. Ale nie, kolejny uparty osioł, jakich mało, ehm... No i doczekał się tego, czego doczekał się na końcu. <ściana>. Do czego potrafi doprowadzić ludzka głupota...
Yoko Shiraki tak strasznie mnie wkurzała, że miałam ochotę jej coś zrobić. Z początku myślałam, że będzie miała jakiś romans z Yabukim , ale jednak do czegoś takiego nie doszło i całe szczęście. Zołza taka, że o rany. Irytowało mnie to w niej, że tak właziła między Joe a Rikishim. Chcieli walczyć, to niech walczą, nic jej do tego. No ja rozumiem, że Rikishi trenował w siłowni jej dziadka, czy kogoś tam, no ale znowu bez przesady. Pewne granice są. Poza tym, dziwiłam się, że kobiety aż takie prawa duże miały... Eee dobra, zostawiłam tą sprawę, bo naprawdę nie orientuje się, w jakich latach rozgrywa się akcja. To całe jej podeście do biednych też napawało mnie do niej antypatią. Sama się tam przecież wychowała, a teraz udaje księżniczkę. Phi, nie lubię takich ludzi. Chociaż pod koniec filmu dobrze się spisała, ale to i tak nie zmienia mojego zdania na jej temat. Trudno, mogła być od samego początku milsza i nie chcieć burzyć slamsów na budowę jakiegoś tam stadionu sportowego. 
I tak najlepszy moim zdaniem był "Staruszek" XD. Jak z początku go nie lubiłam, tak teraz wprost koocham. Co za cudny człowieczek, że naprawdę, takiego spotkać, to prawdziwy cud. Było widać, że bardzo mu zależało, by dobrze wytrenować Yambukiego i te jego martwienie się na ringu, albo okrzyki radości. Bez niego to chyba Joe szedłby na psy. Podziwiam go, bo gdy Yabuki siedział w celi, ten ostro pracował by móc zbudować dla niego siłownię. Nie powiem, całkiem przytulnie mu ona wyszła. Podobała mi się bardziej od tej, którą miała Shiraki. 
Te dzieci w slumsach były przeurocze, praktycznie wszędzie za Joe chodziły. No i ogólnie ludzie stamtąd byli fantastyczni moim zdaniem, zwłaszcza ci, co prowadzili tą knajpkę, czy co to tam było ;p. No i to, jak kibicowali Yabukiemu na ringu było wzruszające... jak dla mnie. 

No i dalej nie wiem, co pisać o tym filmie. Jestem świeżo po nim, więc ciężko mi uporządkować myśli, dlatego przepraszam za tak bezsensowy wpis. Mimo wszystko film naprawdę mi się podobał. Takie prawdziwe podążanie za jutrem. Ukazanie, że jeżeli człowiek czegoś naprawdę bardzo pragnie, to osiągnie to, ale musi się o to postarać, tak jak  było to w przypadku Yabukiego. Te słowa wypowiedziane na ringu podczas walki z Rishikim do Tange'a były wprost trafione, bo to jakby podziękowanie dla swojego trenera, że dzięki niemu odnalazł sens życia. Że w końcu odnalazł coś, co go rozpala i to uczucie, gdy stoi na ringu jest niesamowite, czy tak jakoś to ujął. Sama bym się pobeczała na miejscu "Staruszka" słysząc coś takiego od swojego ucznia. Bo szczerze mówiąc, Joe był jaki był, w ogóle nie okazywał wdzięczności, był bardziej takim typem "Bo co to ja nie jestem" a tu proszę. Jednak nie był taki bezduszny. No i to jak przegrał w walce... też świetnie się zachował, bo podszedł do Rikishiego i podał mu dłoń, w dodatku z szczerym uśmiechem na twarzy ;).


3 /skomentuj:

alex589 pisze...

Oglądałam ten film dawno daaawno i całkiem mi się podobał, teraz nie wiem jak bym go oceniła, ale no nie należy do najgorszych. Staruszek był świetny...ogólnie spoko pokazana była biedota i ta cała burżuazja, dobre porównanie było. Z jednej strony wielka aglomeracja, a z drugiej totalne slumsy. Nie będę się więcej wypowiadać, bo już dawno to oglądałam i wielu rzeczy nie pamiętam, ale ogólnie film jest dość spoko.

Kokoro-chan pisze...

Filmu szczerze powiedziawszy nie oglądałam... Ale skoro ty i Alex twierdzicie, że jest spoko to Wam wierze i go pewnie obejrzę w ferie xP
Jak na ironie, singiel KT wychodzi wtedy jak ja mam kolokwium i oddanie projektu xP Ale myślę że jak to zawalę tego dnia, to ich nowy singiel mi z pewnością poprawi humor ;]

Everyle pisze...

Film mi się podobał. A pewnie podobał by mi się bardziej, gdyby główną rolę grał kto inny niż Yamapi. Lubię chłopaka, ale aktor niestety z niego słaby i ten film tylko ukazał, jak słaby jest jego warsztat aktorski [ pomimo tak wielu ról w dramach]. Dosłownie ciągle ta sama mina, którą widziałam już w "Code Blue", w "Long Love letter" i "Stand up" i pewnie zobaczę w kolejnych dramach, gdy tylko nadejdzie mnie ochota, żeby jeszcze coś z nim obejrzeć. Niestety, na tle Iseyi Yuusuke wypada naprawdę blado i to mi najbardziej przeszkadzało.

Mimo wszystko, film ma kilka naprawdę świetnych scen, które wbijały w fotel, szczególnie ostatnia walka Joe'go i Rikiishi [ omg, nie mam pojęcia, jak odmienić jego imię O.o']

Prześlij komentarz