Image Hosted by photobucket.com

środa, 11 czerwca 2014

ユウキ (Yuuki)~ Odzwierciedlenie. Rozdział pierwszy: Jedyna taka noc w życiu.

Heej, jak tam żyjecie? Ja się przeziębiłam ;| A wszystko dlatego, że zostawiłam sobie okno otwarte na noc, no i masz. Obudziłam się później z bólem gardła, katarem i łzawiącymi się oczami. Nie spodziewałam się, że noce mogą być aż tak chłodne, a raczej ranki, gdzieś między 3-5 godziną. Nie ma nic gorszego, jak przeziębienie w taki upał. Istna masakra, mówię Wam ;/. No nic, jakoś będę musiała się przemęczyć przez te kilka dni. Mam nadzieję, że szybko mi przejdzie. W sumie to chyba naprawdę jestem niezłym uparciuchem. Bo choć dopadło mnie przeziębienie, tak ćwiczę dalej. Bieganie sobie odpuściłam, bo biegać z zatkanym nosem, to raczej niezbyt przyjemna rzecz xD. Muszę się pochwalić, jutro minie miesiąc odkąd ćwiczę regularnie <skromny i zarazem dumny z siebie>. Ja nie wiem, jakim cudem ta motywacja we mnie przetrwała i o dziwo, wciąż siedzi we mnie. Jeżeli tak dalej pójdzie, to serio przystąpię do egzaminów na jesień do policji. W zasadzie plik papierów, które muszę wypełnić, leży mi już na biurku. Papiery czekają sobie cierpliwie, kiedy zacznę je wypełniać. Zajmę się dopiero tym, jak nieco poczuję się lepiej, bo wypełniania jest, ale chyba na dwa dni, jak nie więcej xD. Bosh, jak przeglądałam je, to za głowę się złapałam, poważnie xD. Szkoda, że nie chcą jeszcze mojego nr buta i obwodu w talli. Strasznie dużo szczegółów sobie życzą, ehh  ;p.

Dziś w końcu i nareszcie wstawiam pierwszy rozdział "Yuukiego..." ^ . ^ Rozdział już wcześniej miałam skończony, ale ze względu na egzaminy nie miałam kiedy go wstawić. Z miejsca od razu dziękuję bardzo Kokoro-chan <3. W sumie pomysł z tym wieczorem był jej pomysłem, i również jej pomysłem była ta gra chłopaków. Dziękuję jej też za pomoc przy dialogach przy tej grze, bo ja momentami wymiękałam totalnie xDD. No i tym samym dedykuję ten rozdział właśnie jej xD. Tak w zasadzie, to długo się zastanawiałam, czy czasem nie oznaczyć go +18, czy coś w tym stylu XD. Bo podtekstów różnego rodzaju idzie się tu doszukać, ale później stwierdziłam, że tylko uprzedzę o tym. Także, żeby nie było, uprzedziłam. Czytacie to na własną odpowiedzialność ;p. 


♪♫♪ Yiruma - It's your day ♪♫♪
CZĘŚĆ I:

LUSTRO.

ユウキ 
(Yuuki)~ Odzwierciedlenie. Rozdział pierwszy: Jedyna taka noc w życiu.

Kaoru nie była imprezowiczką. Głośna dudniąca muzyka, wirujące ciała na parkiecie, czerwone twarze od nadmiaru alkoholu- zdecydowanie to nie była jej bajka. W dni wolne od pracy lubiła zaszyć się w domu. Wówczas spędzała wieczory na kanapie z książką w ręku. Lubiła także długie wieczorne spacery, kiedy tylko niebo było bezchmurne, a noc ciepła i przyjemna. Była nieśmiałą i skrytą w sobie dziewczyną, o anielskim sercu i ciepłym spojrzeniu. Wachlarz rzęs, którym miała oprawione czekoladowo brązowe oczy, rzucał długie cienie na jej jasną twarz, kiedy spoglądała na księżyc, gdy spacerowaliśmy uliczkami parku. Brązowe włosy jak zawsze układały się w fale i miękko spływały po ramionach niczym kaskada. Miała łagodny i szczery uśmiech, który w jednej sekundzie potrafił stopić mi serce. Gdy się uśmiechała, w policzkach pojawiły się małe dołeczki. Kiedy zatapiałem się dłużej w jej spojrzeniu, rumieniła się i czym prędzej odwracała wzrok. Uwielbiałem te ceglane wypieki. Rzadko kiedy potrafiłem się powstrzymać i w takiej sytuacji łapałem ją za podbródek. Tym sposobem zmuszałem ją, by spojrzała na mnie. Nasz kontakt wzrokowy nie trwał zbyt długo, gdyż nasze usta zaraz łączyły się ze sobą. Wtedy Kaoru zarzucała mi ręce na szyję i od razu w moich ramionach rozluźniała się, a ja czułem, że niczego więcej do szczęścia mi nie trzeba.

Kaoru na pierwszy rzut oka wydaje się być przeciętną kobietą. Jednak nie jest Japonką. Pochodzi z Polski i zawitała do Japonii trzy lata temu. Jest tekściarką w agencji, do której należę. W swoje teksty wkłada całe serce i duszę. Poświęca im dużo czasu i stara się, by każdy jej kawałek był dopracowany do perfekcji. Jest wrażliwym i czułym człowiekiem, co odzwierciedla niemal każdy przez nią napisany tekst. Oprócz tego, Kaoru jest strasznym uparciuchem.

Odkąd poznałem Kaoru, moje życie diametralnie się zmieniło. W końcu zacząłem czuć, że naprawdę żyję. Wcześniej całe moje życie wypełniała na okrągło praca. Sypiałem średnio po 3 godziny dziennie. Przyjaciele, a nawet rodzina schodziła na drugi plan, kiedy w grę wchodziła praca. Życie idola wcale nie należy do łatwych, o czym przekonałem się już dawno temu. Co prawda, do dziś uważam swoją pracę za priorytet, ale dzięki tej dziewczynie, nauczyłem się dzielić czas i zrozumiałem, że są inne, również ważne rzeczy w moim życiu. Przez te trzy lata z Kaoru przeżyliśmy nie tylko szczęśliwe chwile, ale również i te złe. Od chwili, kiedy zaczęliśmy się spotykać, na naszej drodze non stop pojawiały się jakieś przeszkody. Ledwo co zaczął rozkwitać nasz związek, któregoś dnia Kaoru spakowała się i rzuciwszy w moją stronę niemiłe słowa, wyjechała do Polski. Dopiero po roku czasu dowiedziałem się, co było prawdziwą przyczyną naszego rozstania. Wbrew pozorom, Kaoru wcale nie przestała mnie kochać. Była szantażowała i zastraszana, przez co musiała zrezygnować ze swoich marzeń i wrócić tam, skąd przybyła. Przez cały ten rok, moje życie było bezwartościowe. Byłem niczym robot, który w dzień dawał z siebie wszystko, natomiast nocami starałem się spać, by wraz z nowym dniem, mieć siłę do dalszej pracy. Ponoć przypominałem wrak człowieka z podpuchniętymi i sinymi oczami. Dopiero mój zespołowy przyjaciel, Ueda Tatsuya, zlitował się nade mną i postanowił wyjawić mi całą prawdę, gdyż o wszystkim wiedział. Byłem na niego wściekły, że tak długo z tym zwlekał. Nie czekając ani chwili dłużej, załatwiłem wszystkie ważne sprawy w Japonii i pierwszym lepszym samolotem udałem się do Polski. Po długiej i szczerzej rozmowie, jaką odbyłem z Kaoru, w końcu zdecydowała się ze mną wrócić do Japonii i zamieszkaliśmy razem. Były to najpiękniejsze chwile w moim życiu. Wtedy byłem przekonany, że nasze problemy się skończyły, ale rzeczywistość okazała się być bardziej brutalniejsza, niżbym mógł przypuszczać. Prawdziwy koszmar miał dopiero nadejść. Psychopatyczną prześladowczynią Kaoru okazała się być dziewczyna, która pracowała w agencji, jako stylistka i wizażystka. Ayumi - kobieta, która już od pewnego czasu rzucała mi wyzywające spojrzenia, i co chwilę zaczepiała na korytarzu, pytając o każdą głupotę. Jej zaczepki stały się jeszcze bardziej namolne, kiedy zacząłem na poważnie spotkać się z Kaoru. Nie miałem bladego pojęcia, że ta kobieta może być nieobliczalną i niebezpieczną zazdrośnicą. Rok temu wtargnęła na życie Kaoru, o mało co nie zabijając jej. W wyniku wypadku, Kaoru straciła wzrok, a w mózgu pojawił się niebezpieczny krwiak, który zagrażał zdrowiu a nawet jej życiu. Z początku Kaoru nie chciała podjąć się operacji, gdyż wiązała się ona pewnym ryzykiem. Tamte dni, były dla mnie pełne strachu i niepewności. W każą noc budziłem się i patrzyłem, czy leżąca obok mnie Kaoru oddycha. Z planu filmowego jechałem prosto do domu, zastanawiając się, jak sobie radzi beze mnie. Każda, nawet najdrobniejsza chwila spędzona z Kaoru była na wagę złota. Nie wiedziałem, czy dany dzień jest naszym ostatnim. Starłem się w tym trudnym dla nas okresie dawać jej jak najwięcej wsparcia, ale bywały takie momenty, kiedy po prostu pękałem. Wówczas nasze role odwracały się i to Kaoru pocieszała mnie, zapewniając że wszystko się jakoś ułoży. Kaoru była tego zdania, że ten wypadek nie był przypadkowy w naszym życiu. Ciągle powtarzała, że dzięki niemu zrozumiała, ile dla niej znaczę. Z niechęcią musiałem przyznać jej rację, choć nie lubiłem głośno o tym mówić. Wiele razy zastanawiałem się, co by było, gdybym faktycznie wtedy ją stracił. Nie byłem wstanie sobie tego wyobrazić i byłem niemal pewny, że wróciłbym do trybu robota z przed trzech lat. Tamte miesiące wydawały mi się ciągnąć w nieskończoność. Dopiero w dzień w swoich urodzin, Kaoru postanowiła, że podejmie się operacji. Wtedy też obiecałem sobie, że oświadczę się jej, gdy tylko operacja się uda. I powiodła się. Kiedy tylko Kaoru otworzyła oczy po operacji poprosiłem ją, by została moją żoną. Oczywiście, zgodziła się.

Następne pół roku były pod dużym znakiem zapytania, przez co ciągle musieliśmy odkładać datę naszego ślubu. Kaoru, z początku co tydzień musiała wstawiać się na kontrole w szpitalu, później co miesiąc. Wyniki badań miała zaskakująco bardzo dobre i nic nie wskazywało na to, że krwiak może powrócić. Kiedy mi o tym wszystkim powiedziała, dopiero wtedy odczułem prawdziwą ulgę i mogłem spać spokojnie po nocach. Wraz z nadchodzącymi wakacjami, Kaoru wybrała się do Polski na całe dwa miesiące. Odpoczynek od tego wszystko był jej wskazany, więc namawiałem ją, by jednak skorzystała z okazji do spotkania się ze swoją rodziną. Żałowałem, że nie mogłem wybrać się z nią, ale niestety, praca i obowiązki nie pozwalały mi nawet na tygodniowy urlop. Z kolei datę ślubu wyznaczyliśmy na jesień, dwa tygodnie później, kiedy to Kaoru wróciła wypoczęta z Polski.

W dniu operacji Kaoru, moi przyjaciele z zespołu założyli się o jej reakcję na moje oświadczyny. Wygraną miało być zorganizowanie mi wieczoru kawalerskiego. Oczywiście zakład wygrał Tanaka Koki, nasz raper. Chcąc czy nie chcąc, musiałem przystać na warunki i zgodziłem się. A teraz tego żałowałem jak niczego bardziej na świecie, gdyż uświadomiłem sobie w bolesny sposób, że Tanaka jest okropnym organizatorem imprez.

Tego wieczoru imprezowy instynkt Kokiego spowodował, że już od dobrych dwóch godzin włóczyliśmy się po klubach w Tokio. Mi to tam wszystko było obojętne, gdzie będziemy pić. Byle tylko symbolicznie spędzić ten cholerny wieczór, jednak mój zespołowy kolega miał co do tego inne plany. Wpadaliśmy do klubu, znajdując miejsca bardziej na uboczu, albo w boksach, jeżeli lokal je posiadał i wypijaliśmy po kilka drinków. Następnie Koki, jako szef całej tej chorej imprezy oświadczał, że tutaj jest drętwo i znów lądowaliśmy na ulicy. Bolały mnie nogi od tego ciągłego łażenia, ale patrząc po moich kolegach, którzy tryskali dobrymi humorami i rzucali żartami powstrzymywałem się od marudzenia. Dopiero gdzieś grubo po północy, Kokiego coś nagle olśniło i zaprowadził nas na drugi koniec miasta.

Tym wspaniałomyślnym klubem okazał się duży, ceglany budynek, mieszczący się na rogu w jakieś bocznej uliczce. W środku niosło się uderzaniami basów głośnej muzyki. Wnętrze klubu tonęło w gęstym półmroku, rozświetlającym po przez umieszczoną na środku sufitu dużej, migającej na kolorowo kuli. Raziła w oczy jak diabli, więc w pierwszym odruchu musiałem zmrużyć oczy. Układ klubu był przecięty, bo składał się z parkietu wciśniętego pomiędzy scenę a bar. Na scenie został umieszczony sprzęt, a za sprzętem gibał się w rytm muzyki młody chłopak z słuchawkami na uszach. Didżej miał na sobie obszerną szarą bluzę z kapturem w jakieś logo wymalowane na granatowo. Na parkiecie natomiast tłum tańczył dziko w rytm ogłuszającej muzyki.

Koki poprowadził nas w głąb. Zajęliśmy miejsca na tyłach klubu, co bardzo mnie ucieszyło. Przynajmniej tutaj muzyka była nieco przytłumiona i w miarę normalna rozmowa wchodziła w grę. Rozglądając się po klubie, zastanawiałem się, jak swój wieczór panieński spędza Kaoru.

- Wyluzuj! - Koki próbował przekrzyczeć muzykę i klepnął mnie mocno w plecy. - To twój ostatni dzień wolności. Ciesz się nią, póki możesz!

- Wieczory kawalerskie są dla tych, którzy czują, że tracą wolność - odkrzyknąłem mu. - Ja wcale tak się nie czuję. Wręcz przeciwnie.

- Uuu... - skomentował krótko Ueda. - Kiedy ty się tak zmieniłeś? 

- Może po prostu dojrzałem? - odpowiedziałem mu pytaniem na pytanie i posłałem w jego stronę łagodny uśmiech. Nie chciałem, by odebrał to jako złośliwą uwagę.

- A poro dojrzałości - odchrząknął znacząco Ueda. Rozsiadł się wygodnie na kanapie, zakładając nogę na nogę. Był zadziwiająco dziś wyluzowany i spokojny. - Wróciliśmy do siebie z Karen.

- Co ty mówisz? - Mało brakowało, a Koki cały by się popluł. Dobrze, że nie pił niczego w tym czasie, bo z pewnością już dawno by się zakrztusił. A reanimacja Kokiego we własny wieczór kawalerski niezbyt mi się uśmiechała. - Kiedy, gdzie i jak? Czemu nic nam nie powiedziałeś?

- Nie chciałem zapeszać - roześmiał się Tatsuya i dał Tanace sójkę w bok. - Poza tym, zbyt dużo jest tu do opowiadania. Może innym razem wam wszystko opowiem, a dzisiaj mamy już co świętować, nie? - Mrugnął do mnie porozumiewawczo. - Dobra, napijmy się czegoś. Strasznie tu gorąco.

Faktycznie. Miałem wrażenie, że znajduję się w saunie. Zdjąłem z siebie marynarkę. Koszula uparcie lepiła mi się do ciała. Marzyłem tylko o tym, by wypić coś chłodnego i orzeźwiającego.

- No, nie wierzę - mamrotał bez przerwy pod nosem oszołomiony Koki, kiedy Ueda zniknął po procenty. - Dlaczego to przed nami ukrywał?

- Może dlatego, bo wiedział, że zaraz zaczniesz swoje przesłuchiwania? - roześmiałem się. Sięgnąłem do kieszeni po paczkę papierosów. - Cholera, przecież ograniczyłem palenie.

- Trzymaj. - Koki pośpieszył mi na ratunek, rzucając na stolik swoją paczkę jeszcze nowych i nieotwartych papierosów. - Kurdę, Kame, ja naprawdę zaczynam się o ciebie martwić. Zmieniłeś się.

Już chciał mi przyłożyć rękę do czoła, ale w porę zrobiłem unik.

- Ogień też masz? - puściłem jego uwagę mimo uszu.

Tanka tylko pokręcił głową. Widziałem po nim, że na ustach cisnął mu się już jakiś złośliwy komentarz. Przypalił mi papierosa. Zaciągnąłem się głęboko, rozkoszując się smakiem nikotyny.

- Nie jestem wstanie rzucić tego dziadostwa, ale obiecałem Kaoru, że chociaż postaram się ograniczyć. - Niebieskawy dym uniósł się nad nami, kiedy wypuściłem powietrze. - A co do Uedy, to już dawno wiedziałem, że są ze sobą.

- Nie gadaj. - Dotąd siedzący cicho Taguchi Junnosukie nachylił się nad stolikiem.- Zauważyłem, że między nimi atmosfera uległa zmianie, ale nie spodziewałem się, że aż tak.

Razem z Nakamaru Yuichim wybuchnęliśmy śmiechem.

- To ty też wiedziałeś?- rzucił oskarżycielsko Koki w stronę Maru.

- No cóż... Mamy swoje źródła z Kame.

Koki i Junno spojrzeli po siebie, po czym zanieśli się głośnymi westchnięciami.

- Keiko i Kaoru. I wszystko jasne.

- Jesteście okropni. - Fuknął Tanaka. Skrzyżował dłonie na piersiach i zasępił się. - Przecież znamy się tyle lat i Ue z całej naszej czwórki powiedział tylko wam?

- Nie dąsaj się już. - Maru żartobliwie poklepał Tanakę po ramieniu - Weź pod uwagę, że Tat-chan wcale nam tego nie powiedział. To Karen zdradziła ten sekret Kaoru, są przecież przyjaciółkami. A to, że Kaoru nie potrafi mieć przed Kame żadnych tajemnic, to już całkiem co innego.

- Wrócili do siebie przed wyjazdem Karen do Osaki - rzuciłem i zgasiłem niedopalonego papierosa. - Sam byłem zdziwiony, bo przecież ta dwójka zabijała się samymi spojrzeniami. Ponoć "kto się czubi, ten się lubi". A właśnie, pamiętacie Uedę podczas naszego wakacyjnego urlopu nad morzem?

- Co uparł się, że będziesz go uczuć surfingu? - Chciał upewnić się Maru.

Przytaknąłem mu.

- A jak myślisz, niby po co to robił?

- Dla Karen? - spytał Junno.

Znowu przytaknąłem.

- Chciał się po prostu jej przypodobać. Wiem, że Ue w przeszłości zrobił coś niewybaczalnego i strasznie głupiego, ale mimo wszystko, Karen potrafiła mu to wybaczyć. Ta dwójka chyba naprawdę się kocha.

- Ty też wybaczyłeś Kaoru - powiedział Koki.

- Nasza sytuacja znacznie się różniła od Ue i Karen - odparłem krzywiąc się. Wciąż nie lubiłem poruszać tematu z przed trzech lat. - Kaoru nie miała innego wyboru, jak wyjechać z Japonii. Nie miała pojęcia, kto jej grozi i szantażuje. Powiedziała mi to, co przyszło jej na myśl. Chciała bym ją znienawidził. Sądziła, że tak po prostu będzie lepiej. Szkoda, do dziś żałuję, że nie ufała mi wtedy na tyle, by o wszystkim mi powiedzieć. Gdyby nie Ue... - pokręciłem głową.

Zamilknęliśmy na dobre parę chwil. Z nerwów aż sięgnąłem po kolejnego papierosa. Przed oczami pojawił mi się obraz uwięzionej Kaoru przez Ayumi. Zląkłem się i czym prędzej przegoniłem tę myśl. Kaoru była już bezpieczna, a co najważniejsze, jutro miała zostać moją żoną.

- O tej psychopatce dalej nic nie wiadomo?

- Nie - burknąłem i spojrzałem na Maru. - Chciałbym by już ją złapali. Powinna zgnić w więzieniu za to, co zrobiła Kaoru. Niech tylko skończy się całe to zamieszanie ze ślubem, to poruszę niebo i ziemię, by ją odnaleźć. Raz już odpuściłem, tym razem będzie inaczej. Dopadnę ją, choćby nie wiem co. - Zacisnąłem mocno dłoń w pięść. - Do dziś śni mi się tamten wieczór. Zbiegam z tych schodów i widzę Kaoru w kałuży krwi. Chcę wyczuć u niej puls, ale nie jestem wstanie. Ten koszmar chyba już na zawsze będzie mnie prześladować.

Koki położył mi dłoń na ramieniu. Poczułem jego mocny i ciepły przyjacielski uścisk. W jego oczach doszukałem się zrozumienia. Nie miałem czemu się dziwić. To przecież wtedy Koki uratował życie Kaoru. Gdyby nie on, żadnego ślubu by nie było. Jestem mu naprawdę bardzo wdzięczny, że razem z Uedą znaleźli się w odpowiednim momencie.

- No już, stary, koniec tego smęcenia - uśmiechnął się szeroko. Mimo wszystko, dojrzałem w półmroku jego szkliste oczy. Wiedziałem, że Koki kocha Kaoru jak młodszą siostrę, a ona z kolei jego jak brata. - Jutro w końcu usłyszysz jej upragnione "tak". Więc dziś chcę widzieć na twojej twarzy tylko uśmiech, a nie smutek, zrozumiałeś? Bo w innym wypadku, złamię moją obietnicę i siłą zaciągnę cię do klubu ze striptizerkami.

Wybuchnęliśmy wszyscy śmiechem.

Odetchnąłem cicho i przyrzekłem sobie w duchu, że do końca wieczoru postaram się dobrze bawić. Cholera jasna, Koki miał rację! To był mój wieczór kawalerski. Jedyna noc taka w życiu, która nigdy już się nie powtórzy. To nie był czas na zamartwianie się, ani tym bardziej już na rozdrapywanie blizn z przeszłości. Byłem przekonany, że moja przyszła żona, bawi się doskonale na swoim wieczorze panieńskim, więc musiałem wziąć z niej przykład. W końcu trzeba gromadzić jak najwięcej dobrych chwil, by później było co wspominać na stare lata.

W tłumie ludzi z drinkami przeciskał się Ueda. Albo mi się wydawało, albo faktycznie mój przyjaciel był lekko podenerwowany. Co jakiś czas oglądał się przez ramię, aż w pewnym momencie wpadł na jakiegoś barczystego murzyna ubranego w skórę, i o mało co nie rozbił naszych procentów. Mężczyzna coś rzucił w jego stronę, a ten z kolei zmierzył go wzrokiem od góry do dołu.

- Coś ty rodził te procenty, czy co? - parsknął śmiechem Koki na widok miny Tatsyui.

- Raany, chłopaki. - Ue klapnął ciężko na kanapie i potrząsnął energicznie głową. - Chyba już się upiłem, albo mam jakieś zwidy. Miałem wrażenie, że barman mnie podrywa. To było... przerażające.

Koki zaniósł się jeszcze głośniejszym śmiechem.

-  No to widzę, że przygody cię dziś trzymają. Wcześniej barman, teraz ten umięśniony murzyn. Hmm... masz branie, Ue, nie powiem.

- Weź, to wcale nie było zabawne - fuknął i wzdrygnął się. - Szczerzył się do mnie jak małpa w klatce, czekająca aż ktoś rzuci jej banana. Obleśny typ.

- Jesteś tak przystojny, że nawet faceci lecą na ciebie. Ciekawe, co na to Karen...

Ueda łypnął wściekle na Tanakę.

- Nie odważysz się jej tego powiedzieć. Piśnij choćby słóweczko, a twoja piękna gębunia zasmakuje kontaktu z moim prawym sierpowym.

- Dobra, pijmy coś w końcu  - odezwał się Maru. Złapał za butelkę saki i rozlał ją wszystkim do kieliszków. -  Musimy jakoś rozkręcić naszego pana młodego, bo jak na razie to tylko duma.

- Kame, ziemia do ciebie. - Ue podał mi kieliszek i styknęliśmy się nimi. - Jeszcze wyjdzie ci tyłkiem to małżeństwo, zobaczysz. Wnoszę toast za naszego przyszłego pantoflarza.

- Eej! - roześmiałem się.

Wypiłem zawartość kieliszka i skrzywiłem się. Ueda nie oszczędzał dziś w procentach. Wybrał najmocniejszą sake.

- Yoshi !- Koki klasnął w dłonie. - Mam pomysł, w co zagramy. No nie patrzcie tak na mnie. Nie mam zamiaru reszty nocy spędzić przy flaszce sake w tak ponurej atmosferze. Zagramy w pytania i szczere odpowiedzi. Ten, kto nie będzie chciał odpowiedzieć, pije karniaka. Za trzy karniaki, będzie kara. Ok, w takim razie, zacznę pierwszy. A więc pytanie kieruję do Ue: umówiłbyś się z facetem na randkę?

Powstrzymałem się od śmiechu. Widząc minę mojego przyjaciela, aż wyobraziłem sobie scenę, jak rozpoczynają bójkę. No cóż, mój wieczór kawalerski rzeczywiście zaczynał się rozkręcać. Miałem tylko nadzieję, że wszyscy wstawią się jutro w jednym kawałku na moim ślubie.

- Oj Koki, ja wiem, że mnie kochasz. - Ku mojemu zdziwieniu, usta Tatsyui rozciągnęły się w szerokim uśmiechu. - Ale niestety muszę ci odmówić. Jestem już zajęty. Moja odpowiedź brzmi: nie.

- Sprytna bestia - skomentował Koki i przybił piątkę z Ue.

- Dobra, to ja pytanie do Maru - Ueda zatarł ręce. - Czy widziałeś już Keiko w samej bieliźnie?

Nakamaru zaczerwienił się. Nie wiedziałem, czy pytanie go zawstydziło, czy w klubie było tak gorąco, że z twarzy przypominał buraka.

- Odmawiam odpowiedzi.

Koki od razu pośpieszył mu z butelką sake. Yuichi jęknął cicho, widząc zapełniający się kieliszek. Krzywił się potwornie, ale w końcu wypił wszystko do dna.

- Cholernie mocne. - Strzepnął kieliszek i potrząsnął głową. - Ok, pytanie mam do Kame. Jakie pocałunki preferuje Kaoru: normalne, czy francuskie?

- Szczerze mówiąc, nie wiem. Nigdy nie pytałem ją o takie rzeczy, ale sądząc po reakcji na nie, to wszystkie ją podniecają - zaśmiałem się. - Taguchi, ty tak mało mówisz o swojej dziewczynie. Przespałeś się już z nią?

- Jesteśmy ze sobą już od pięciu lat. - odpowiedział - Dziwne, abyśmy nie spali ze sobą. Ue, czy to prawda, że każda twoja kłótnia z Karen kończy się w sypialni? 

- Jak mamy niedaleko sypialnię, czy łóżko, to i owszem - powiedział to tak, jakby był dumny z tego faktu. A już miałem nadzieję, że i on w końcu złapie karniaka. - Koki, twoja ulubiona pozycja? Od razu zaznaczam, że nie chodzi o pozycję snu.

- Taka, aby było mi wygodnie i przyjemnie - odparł od razu, szczerząc się szeroko.- Ale lubię też, jak partnerka nade mną góruje. Pytanie do Kame: Jaką bieliznę nosi Kaoru i w czym sypia?

-  O nie - roześmiałem się. - Chciałbyś wiedzieć, ale niestety nie dam ci tej satysfakcji i nie odpowiem na to pytanie.

- W takim razie, karniak.

Podstawiłem swój kieliszek. Koki z miną klauna z cyrku wypełnił go aż po brzegi. Z pokorą wlałem całą zwartość do gardła. Piekło jak cholera, ale dzielnie to zniosłem. Kiedy kieliszek był już pusty, przyjaciele nagrodzili mnie brawami. A co mi tam, pierwszy karniak zaliczony.

Po tym pytaniu, nagle wszyscy uparli się i zasypywali mnie takimi pytaniami z kosmosu, że gdyby to nie był mój wieczór kawalerski, ani gdybyśmy nie byli już tak pijani, to chyba zamordowałbym ich na miejscu gołymi rękami. No tak, mogłem się tego przecież po nich spodziewać. Znaleźli mój słaby punkt i teraz zaczęli to wykorzystywać, by mnie upić. Na próżno starałem się odbijać pytania, ale każdy z nich okazał się być dużo bardziej na nie odporniejszy, niż mógłbym przypuszczać. Nazbierałem tyle karniaków, aż nie byłem wstanie ich wszystkich zliczyć. Jedną z moich kar, było podejście do stolika obok nas siedzących dziewczyn. Koki wytypował dla mnie dziewczynę o płomiennorudych włosach, która co jakiś czas rzucała w moją stronę ukradkowe spojrzenia. Chcąc czy nie chcąc, musiałem do niej zagadać, a później poprosić ją do tańca.

Miała na imię Kaori i świetnie tańczyła. Gdybym trafił na fatalną partnerkę, to podejrzewam, że tylko bym się zbłaźnił na parkiecie. Kręciło mi się w głowie, a nogi plątały mi się bez przerwy i ciągle deptałem moją partnerkę. Mimo wszystko, dobrze się bawiłem, a Kaori była na tyle uprzejma, że nie wytykała mi błędów w tańcu. Kiedy wreszcie piosenka dobiegła końca, postawiłem drinka mojej nowej znajomej.

- Dobrze tańczysz. - Starałem się przekrzyczeć muzykę. Staliśmy pod barem, więc moje bębenki aż pękały od nadmiaru głośnych basów.

Dziewczyna przygryzła zmysłowo słomkę i odgarnęła z twarzy pukiel rudego kosmyka.

- Dzięki. Jestem tancerką.

- Doprawdy?

- Lubię tańczyć, ale nie robię tego zawodowo - westchnęła smutno. - Na co dzień pracuję w banku jako kasjerka. - Roześmiała się dźwięcznym śmiechem. - Wiem, pewnie jesteś zdziwiony, bo na taką nie wyglądam.

Dopiero teraz uważniej jej się przyjrzałem. Była wysoka, górowała nade mną prawie o głowę. Miała szczupłą sylwetkę, która na myśl przywodziła mi talię osy. Cerę miała jasną, niemal bladą. Policzki za to miała obsypane drobnymi, uroczymi piegami. Duże szmaragdowe oczy przypominały mi żywcem wyjęte postacie z anime. Wiedziałem, że nosiła szkła kontaktowe. Wciśnięta była w obcisłą krótką zieloną sukienkę, która dodatkowo podkreślała jej zgrabne ciało. Kiedy zobaczyłem jej wysokie szpilki, od razu zacząłem zastanawiać się, jak to jest możliwe, że jeszcze stoi obok mnie niepołamana.

- Faktycznie, nie wyglądasz.

Znów roześmiała się i dotknęła palcami swojej szyi.

- Wyjdziemy na zewnątrz? - spytała. - Strasznie tu duszno.

Pomysł z wyjściem przed klub okazał się strzałem w dziesiątkę. Chłodne rześkie powietrze jesiennej nocy, podziałało na mnie jak kubeł zimnej wody. Oprzytomniałem w mgnieniu oka. Doszedłem szybko do wniosku, że czuję się nieco skrępowany w towarzystwie prawie obcej mi kobiety. Włożyłem ręce do kieszeni spodni, gdyż noc była chłodna, a marynarkę zostawiłem w środku. Ze zdziwieniem znalazłem w niej paczkę papierosów Kokiego. Postanowiłem zapalić, by nieco się rozluźnić.

- Palisz? - Kaori ułożyła swoje usta wymalowane na krwistoczerwony kolor w szelmowski uśmiech. - Daj jednego.

Podałem jej bez słowa papierosa i przypaliłem. Kaori oparła się o mur i zaciągnęła się papierosem, przymykając przy tym oczy.

- Skoro marzysz o karierze tancerki, to może będę mógł ci jakoś pomóc.

- Tak, a niby jak?

- U nas ciągle jest jakieś zapotrzebowanie na tancerzy - odpowiedziałem. Powoli wypuściłem dym. - A tancerki by się nam przydały.

Kaori kolejny raz roześmiała się tym swoim uroczym śmiechem. Otworzyła oczy i przeszyła mnie magnetycznym szmaragdowym spojrzeniem. 

- To bardzo miłe z twoje strony. - Przekrzywiła głowę w bok i zmrużyła oczy. Kilka rudych kosmyków opadło jej na twarz. - Ale chyba już jestem za stara na takie rzeczy.

Poczułem zimny dreszcz, który rozszedł się wzdłuż mojego kręgosłupa.

- Ja wcale tak nie myślę.

- Nie? - Kaori zmarszczyła mocno brwi, po czym zanosząc się śmiechem, nawinęła sobie na palec kosmyk włosa.

- Nie. - Roześmiałem się również. Strzepnąłem popiół z papierosa i uniosłem oczy na niebo.

- Czyli twoim zdaniem, mam jakieś tam predyspozycję na zawodową tancerkę? 

- Szczerze mówiąc, tego nie wiem. - Przeniosłem spojrzenie na Kaori i zaraz tego pożałowałem. Dziewczyna wręcz pożerała mnie wzrokiem. Przełknąłem głośno ślinę. - Musiałabyś przyjść na casting.

Wśród słabych lamp drogowych dostrzegłem pomiędzy jej brwiami małą zmarszczkę. Gdyby ta dziewczyna miała brązowe włosy i nieco mniejsze loki, to z tej odległości i z tą małą bruzdą na czole wyglądałaby jak... Potrząsnąłem gwałtownie głową. Nie, to niemożliwe. One przecież w ogóle do siebie nie są podobne.

- Hmm, casting mówisz? - Kaori oparła się jedną nogą o mur i zaciągnęła się mocno papierosem. - A czy ktoś taki jak ty, będzie w komisji?

-  Ja nie, ale z pewnością moja przyszła żona tak - wypaliłem z rozbawieniem.

- Przy... przyszła żona?

Aby opanować atak śmiechu wstrzymałem oddech i uciekłem wzrokiem gdzieś w odległy kąt. Kaori była w szoku słysząc moją odpowiedzieć. Z pewnością nie tego się spodziewała. Byłem pewny, że mi nie dowierza, ale nie dbałem o to.

- Jutro się żenię. - Sprowadziłem jeszcze bardziej moją towarzyszkę na ziemię. - Dziś świętujemy mój wieczór kawalerski.

- Och... - wyrwało jej się.

Była już całkowicie zbita z tropu. Aż żałowałem, że nie posiadam takiej umiejętności, jak czytanie w myślach. Kaori gorączkowo coś kalkulowała, a ja byłem ciekaw, co takiego.

- Przepraszam cię za to całe zamieszanie z tym tańcem. To nie był mój pomysł, tylko kolegi.

- Nic nie szkodzi. - Na bladej twarzy Kaori pojawił się cień uśmiechu. -  Jaka ona jest?

- Hm?

- Ta twoja przyszła żona. Chcę wiedzieć, żeby później nie było zaskoczenia, kto będzie mnie oceniać w komisji.

Tym razem nie wytrzymałem i wybuchnąłem śmiechem. Kaori rzuciła w moją stronę zimne spojrzenie.

- Nabijasz się ze mnie? - W jej ustach zabrzmiało to jak stwierdzenie. - Nie ma żadnej żony, prawda? Tylko tak sobie żartowałeś? No już, przyznaj się.

Pokręciłem głową, starając się opanować atak śmiechu. Rzuciłem niedopałek na beton i przygniotłem go butem.

- Żartowałem tylko z tą komisją. Kaoru jest tekściarką, nie ekspertem od tańca.

- Kaoru? - Zdziwiła się, po czym zaczęła się śmiać. - Poważnie ma tak na imię?

- Też mnie to rozbawiło, kiedy mi się przedstawiłaś.

- Nie, tylko mi nie mów, że jej imię zapisuje się w kanji, jak "aromat".

Potaknąłem, a Kaori nie mogła w to uwierzyć.

- A więc, jutro naprawdę się żenisz? -  Usiadła na murku i westchnęła ciężko. - Czyli moja kariera tancerki naprawdę legnie już w gruzach. Najwidoczniej moje miejsce jest przy kasie w banku. Rzeczywistość potrafi być brutalna.

Z żywiołowej i pełnej entuzjazmu dziewczyny, Kaori nagle zamieniła się w smutną i niewierzącą w siebie kobietę. Dopiero teraz dotarło do mnie, że przez cały ten czas tylko grała. Zrobiło mi się jej żal.

- Nie mów tak. - Starałem się jakoś ją pocieszyć, ale chyba byłem marny w te klocki. Koki, niech cię diabli wezmą, przekląłem go w myślach. - Przecież zawsze możesz przyjść do nas. Co ci szkodzi. Warto spróbować.   

Kaori przygryzła mocno wargę.

- Dziękuję za dobre słowa, ale naprawdę dla mnie nie ma już żadnego odwrotu. Już nie jestem małą dziewczynką, która marzyła o wielkiej scenie. Czas spojrzeć prawdzie w oczy. Ja również wychodzę juro za mąż - powiedziała to takim tonem, jakby żałowała tego ślubu. - Mój narzeczony to człowiek z zasadami. Ciągle mi powtarza, że najwyższy już czas się ustatkować. Jego rodzina pochodzi z jakiegoś szanującego się rodu, więc nigdy by nie zaakceptowali tego, że tańczę. To dziwna rodzina... Tak właściwie, to ja ciebie powinnam przeprosić. Trochę dziś wypiłam. Miło było z tobą poflirtować. - Roześmiała się, ale to już nie był ten sam śmiech, który tak łudząco był podobny do śmiechu Kaoru. - W końcu zrobiłam coś wbrew sobie. Dziękuję za rozmowę i życzę powodzenia w dalszym życiu.

Kaori nie zaczekała, aż coś jej odpowiem. Posłała mi jedynie blady uśmiech, po czym wstała i zniknęła w klubie. Chciałem jakoś ją zatrzymać, choć nie miało to najmniejszego sensu. Przecież jej nie znałem, ale mimo wszystko, chęć by jej pomóc, była ogromna.

Na szczęście moje szalone rozmyślenia o dziewczynie co dopiero poznanej w klubie, przerwał mi wibrujący w kieszeni telefon. Spoglądając na wyświetlacz, byłem mile zaskoczony wiadomością, jaką dostałem.

" Chcą mnie upić, a na dodatek zmuszają do tańczenia.
Jednym słowem -umieram.
Czy już ci pisałam, że głowa mi pęka?" 


Czytając tego sms-a szczerzyłem się do ekranu, jak mysz do sera.

"Mnie już upili i zmusili do tańczenia.
Czekam tylko, aż któryś wpadnie na pomysł ze striptizem - nie dużo brakuje.
P.S: Też mnie boli głowa"


Wysłałem swoją wiadomość. Nie musiałem długo czekać na odpowiedź.  Kaoru odpisała zaledwie po kilku sekundach:

" Będę ładnym trupem, jak zaraz stąd się nie wydostanę.
No trudno, trzeba to jakoś znieść.
W końcu nie co noc obchodzi się wieczór panieński".


Spojrzałem na wyświetlającą się godzinę w komórce. Dochodziło do trzeciej na ranem. Nagle coś mnie olśniło i wystukałem na klawiaturze: 

" Dasz radę się wyrwać?
Mam pomysł..." 


Zadrżałem z zimna. Chuchnąłem na dłonie, by je rozgrzać.

" Nie będzie to łatwe, bo dziewczyny mnie strzegą,
jakbym była jakąś przestępczynią.
Ale postaram się. Co to za pomysł?"


Odczytałem szybko sms-a i do razu odpisałem:

"Dowiesz się na miejscu...
Bądź za za pół godziny pod naszym mieszkaniem"


Wcisnąłem 'wyślij' i schowałem telefon do kieszeni. Ruszyłem z przed klubu, zastanawiając się, gdzie u licha, o trzeciej w nocy znajdę jakąś taksówkę.


***

Chyba miałem szczęście, bo taksówkę wypatrzyłem zaraz na rogu, kiedy tylko wyszedłem z uliczki, na której mieścił się ceglany klub. Akurat z samochodu wychodziła para nastolatków, więc rzuciłem się biegiem, by czasem taksówka mi nie odjechała. Z początku taksówkarz oświadczył mi, że odbył ostatni kurs i nigdzie mnie nie zawiezie. Byłem zrozpaczony, ale kiedy tylko powiedziałem mu, że muszę dostać się do mojej narzeczonej, uśmiechnął się ciepło i rzucił, że było trzeba tak od razu.

Będąc już w taksówce, uświadomiłem sobie, jakie świństwo wyciąłem moim znajomym. Powinienem chociaż dać im jakiś znak, że znikam, ale kiedy przypomniałem sobie o Kaori, przestałem tego żałować. Odrobina zmartwień chyba im nie zaszkodzi.

Nie byłem pewny, co mnie podkusiło, by zwiać z własnego wieczoru kawalerskiego. Wiedziałem tylko tyle, że po przeczytaniu smsów od Kaoru, zapragnąłem natychmiast ją zobaczyć. Właściwie to przez cały dzisiejszy dzień nie widzieliśmy się, gdyż zawarliśmy taką umowę. Teraz wiedziałem, że była ona beznadziejnie głupia.

Tęskniłem za Kaoru, kiedy przebywała na wakacjach w Polsce. Przez te dwa miesiące jedynie utrzymywaliśmy kontakt przez Skype. Nie było to łatwe, gdyż problemem była spora różnica czasu. Przez pierwsze tygodnie, to Kaoru poświęcała się dla mnie i zarywała noce, by móc ze mną porozmawiać przez te parę minut, które miałem wolne podczas dnia. Wiedziałem ile to ją kosztuje. Kaoru nie była typem człowieka, który lubi przesiadywać nocami, a co dopiero pracować, a niestety często to jej się zdarzało. Nie funkcjonowała wtedy najlepiej i po kilku takich nockach w ogóle nie wiedziała, co dookoła niej się dzieje. Dopiero w kolejnych dniach, to ja postanowiłem przeznaczać swoje noce na rozmowy. Dla mnie nie miało to żadnego znaczenia, przecież i tak późno wracałem, a bez Kaoru nie potrafiłem zasnąć. Można byłoby powiedzieć, że wtedy żyłem od zmierzchu do zmierzchu. Nie mogłem doczekać się naszych długich rozmów. Czasem potrafiłem z nią przegadać, aż do świtu. Kaoru wiele razy wyganiała mnie spać, choć i tak nasze pożegnania trwały mniej więcej, jak 1/3 naszej rozmowy.

Nigdy nie zapomnę tego dnia, kiedy wreszcie pojechałem odebrać ją z lotniska. Gdy tylko zawołałem jej imię, a Kaoru wypatrzyła mnie w tłumie, rzuciła swoją torbę na ziemię i biegiem pognała w moją stronę. Chwilę później była już w moich ramionach. Tuliłem ją do siebie przez dobre dziesięć minut. Zauważyłem, że pobyt w rodzinnych stronach dobrze na nią wpłynął. Nie tylko wróciła opalona i wypoczęta, co w końcu przestała być tak chuda, jak w czasie swojej choroby. Przez ten czas, jej ciało nabrało ładnych kształtów i nieco się umięśniło. Później Kaoru zdradziła mi, że musiała trochę potrenować, bo w innym wypadku domowe obiady by ją zabiły.

Byłem szczerze zaskoczony, kiedy na lotnisku również zobaczyłem mamę Kaoru. Chwilę to trwało, nim w końcu do mnie dotarło, że za dwa tygodnie przecież się pobieramy. Nic więc dziwnego, że matka wcześniej chciała poznać wybranka swojej córki i przyszłego zięcia. Czułem się speszony i w ogóle nieprzygotowany na takie spotkanie. Nawet nie zdążyłem się przebrać, tylko prosto z planu filmowego pojechałem na lotnisko. Miałem więc na sobie stare, wyblakłe dżinsy i koszulę w kratkę. W duchu zaczynałem się modlić, by zrobić jak najlepsze pierwsze wrażenie na przyszłej teściowej. Później jednak okazało się, że moja panika była niepotrzebna. Mama Kaoru okazała się być sympatyczną kobietą, która przez cały pobyt córki w Polsce dzielnie uczyła się japońskiego. Odetchnąłem więc z ulgą, gdyż potrafiłem komunikować się z nią na pewnym poziome. Natomiast w innych kwestiach, to Kaoru nas wyręczała i przejmowała rolę tłumacza.

Niestety wraz pojawieniem się przyszłej teściowej w naszym mieszkaniu, nasza prywatność sięgnęła praktycznie zera. Bowiem udostępniliśmy jej naszą sypialnie, a sami przeprowadziliśmy się do salonu. Kanapa może nie była zbyt wygodnym miejscem do spania, przez co często nocami lądowałem na podłodze, albo dla odmiany Kaoru. Bywało zabawnie, ale minusem całej tej sytuacji była niemożliwość nacieszenia się Kaoru, ponieważ salon graniczył z kuchnią. Wolałem więc nie ryzykować. No cóż, chyba byłem skazany, by zaczekać do nocy poślubnej...

Wreszcie taksówka zatrzymała się. Ucieszyłem się, bo po pół godzinnej jeździe zrobiłem się strasznie senny. Wygramoliłem się z trudem z samochodu. Miałem ścierpnięte mięśnie i bolał mnie kark. Podziękowałem bardzo ładnie taksówkarzowi i chciałem wręczyć mu duży napiwek, ale grzecznie odmówił.

Pod blokiem czekała na mnie już Kaoru. W pierwszym momencie w ogóle jej nie poznałem. Ubrana była w skórzane obcisłe spodnie, które idealnie podkreślały jej długie nogi. Do tego miała przylegający do ciała czarny top na ramiączkach. Fale, które tak bardzo uwielbiałem, zamieniły się w duże i sprężyste loki. Na twarzy natomiast miała ostry i ciemny makijaż. Musiałem przyznać, że wyglądała seksownie i zmysłowo. Na myśl przypominała jakąś rockową gwiazdę. Przez ramię miała przerzuconą kurtkę, a w oczy rzuciły mi się jej wysokie buty na koturnie. 

Kiedy podszedłem do niej, obdarzyła mnie swoim czarującym uśmiechem.

- Mogę wiedzieć, gdzie spędzałaś swój wieczór panieński? - rzuciłem na powitanie, wciąż nie potrafiąc oderwać od niej oczu.

- Może lepiej nie pytaj. - Roześmiała się. - Nie chcesz tego wiedzieć, uwierz mi.

Przyciągnąłem ją do siebie i mocno objąłem. W nozdrza uderzyła mnie ostra woń jej perfum i alkoholu.

- Miałeś powiedzieć mi o jakimś pomyśle - wyszeptała mi w ucho i czule pocałowała w policzek.

Uśmiechnąłem się na samą myśl. Odsunąłem od siebie Kaoru i spojrzałem głęboko w jej oczy.

- Po prostu chciałem cię zobaczyć. - Dotknąłem kciukiem jej policzka. - Stęskniłem się.

- I to ma być ten twój genialny pomysł?

Kaoru zarzuciła mi ręce na szyję. Zmrużyła oczy i uważnie mi się przyjrzała.

- Coś się wydarzyło, o czym powinnam wiedzieć, a nie chcesz mi tego powiedzieć, hm? - Przekrzywiła delikatnie głowę w bok i uśmiechnęła się anielsko. 

- Nic wartego uwagi.

- Czyżby? - Uniosła w rozbawieniu jedną brew.

Roześmiałem się. Objąłem Kaoru w talli. Poczułem jak lekko zadrżała. Zaniosłem się głośnym westchnięciem.

- Pewna dziewczyna podrywała mnie w klubie.

- No to widzę, że ładnie się bawiłeś.

- Powiedzmy. - Wciąż patrzyłem jej w oczy. - Miała na imię Kaori i dobrze tańczyła.

- O, to nowość. W końcu jakaś dziewczyna, która dorównała ci w tańcu. 

- I kiedy marszczyła brwi jak ty teraz w ten sposób, to przypominała mi ciebie.

- Dobrze wiedzieć. Mam swojego sobowtóra.

Parsknąłem śmiechem i skryłem twarz w głębieniu szyi Kaoru.

- Głuptas - rzuciłem cicho. - Jesteś oryginalna w swoim rodzaju. Szkoda, że nie widziałaś jej miny, kiedy powiedziałem, że za kilkanaście godzin będę już żonaty.

- Mhm - mruknęła cicho, kiedy musnąłem ustami jej szyję. - Mogę sobie to jedynie wyobrazić. Za to ja tańczyłam salsę z seksownymi Kubańczykami, którzy świecili gołymi i wyrzeźbionymi klatami. Nie powiem, było na czym oko zawiesić. Jeden z nich postanowił zabawić się w lekarza i dokładnie chciał zbadać moje ciało. Żałowałam, że to nie ty byłeś na jego miejscu. - Zachichotała cicho, gdy delikatnie nagryzłem jej skórę. - Później go spławiłam, wykręcając się, że muszę do toalety. No a potem, to już napisałam do ciebie.

Uniosłem na Kaoru oczy.

- Rany, czyj to był pomysł?- spytałem z powagą. - Niech ja tylko dorwę tego doktorka...

- Daj spokój, kochanie - uśmiechnęła się łobuzersko. - Lubię, kiedy jesteś o mnie zazdrosny.

- Nie jestem...

- Jesteś.

Kaoru wtuliła się mocniej w moje ramiona. Wciąż patrząc mi w oczy, przybliżyła się twarzą do mnie. Poczułem, jak nasza usta stykają się ze sobą. Westchnęła tęsknie, kiedy ją pocałowałem. 

- Zimno mi... - wyszeptała, nie odrywając się od moich warg.

- Mam cię rozgrzać? - Dotknąłem jej chłodnego ramienia. Pod palcami wyczułem gęsią skórkę.

- Yhym...

- Nadal żałujesz, że to nie ja byłem na miejscu tego Kubańczyka?

- Yhm... - Przygryzłem delikatnie jej dolną wargę. Zareagowała na tę pieszczotę głośnym westchnięciem.

- Nie będziesz miała nic przeciwko, jeżeli spełnię twoją fantazję? - Uśmiechnąłem się pod nosem, kiedy znów potwierdziła. - Co prawda, pewnie mi daleko do Kubańczyka, ale jest jedna rzecz, która sprawia, że góruję nad nim.

- Hm, jaka?

-  Jesteś miłością mojego życia. 

Uśmiechnęła się do mnie tak ciepło, aż miałem wrażenie, że moje serce zostało roztopione jak masło na patelni.

- To jak, idziemy na górę? - szepnęła. Otarła się ustami o moje wargi. - Tak się składa, że dziś mama nocuje u Karen, więc nasza sypialnia jest wolna.

- Dosłownie czytasz mi w myślach, kochanie.

Przez pewien czas słyszałem tylko głośnie uderzenia serca Kaoru, nasze przyśpieszone oddechy i ciche szmery synchronizowanych naszych ust. Wcale mi to nie przeszkadzało, że obściskujemy się pod blokiem o czwartej nad ranem. Miałem już zamiar porwać Kaoru na ręce, kiedy usłyszałem jakieś zbliżające się kroki w naszą stronę. Kaoru wzdrygnęła się, więc przycisnąłem ją bardziej do siebie.

- Wiedziałam, że tu was znajdę. -  Usłyszałem głos Karen.

- Dokładnie to samo chciałem powiedzieć - odezwał się Ueda.- Witaj Karen.

Odskoczyliśmy od siebie z Kaoru, jakbyśmy co najmniej się poparzyli. Rozglądnąłem się dookoła i zauważyłem, że nasi przyjaciele otoczyli nas. No ładnie, zostaliśmy przyłapani na gorącym uczynku.

Karen stała z założonymi rękami na piersiach i tupała rytmicznie nogą. Wyglądała wręcz komicznie, bo chciała wyglądać groźne, ale coś jej to dziś nie wychodziło. Długi, jasny i prosty kucyk podskakiwał jej na ramieniu w rytmie wybijającego tempa o chodnik. Zadrżałem na sam widok jej szortów do połowy ud i t-shirta z krótkim rękawkiem. Keiko natomiast kręciła głową w rozbawieniu. W falami na włosach i w skórzanych spodniach, wyglądała nieco jak młodsza wersja Kaoru.

- Ładnie to tak grzeszyć przed ślubem? - Bąknął łamiącym się głosem od alkoholu Koki. Stał na czele ramii zespołowej kołysząc się na piętach. Uśmiechał się jak cyrkowy klaun i pogroził palcem, jak surowy rodzic.

- Ale my przecież nic złego nie robimy - zaszczebiotała słodko Kaoru. - Prawda, Kame?

Szturchnęła mnie niezauważalnie w ramię i kazała mi przytaknąć.

-  Tak, oczywiście... My po prostu...

- Wpadliśmy na siebie przez zupełnie czysty przypadek.

- Właśnie. - Wycelowałem palcem w Kokiego. - Zapomniałem z mieszkania portfela, a dziś przecież mam nocować u ciebie, a w nim mam wszystkie potrzebne dokumenty... 

- A ja zapomniałam swojej piżamy, a skoro mam spać u Karen, no to musiałam po nią się wrócić...

Junno z Maru zachichotali. Ueda pokazał mi, że w rękach trzyma moją marynarkę. Nie spuszczając ze mną spojrzenia, zanurkował dłonią do kieszeni i wyciągnął z niej mój portfel. 

- Yhym, taaa - parsknęła śmiechem Keiko. - I tak przez zupełnie czysty przypadek rzuciliście sobie w ramiona?

Kaoru spojrzała na mnie malującym się w oczach zaskoczeniem. Wzruszyłem tylko ramionami, udając że nie mam najmniejszego pojęcia, o czym oni wszyscy do nas mówią.

-  Eh, faceci i ich logika - westchnęła ciężko Karen. - Wybacz Kame, ale wy kategorycznie nie możecie spać ze sobą tej nocy. Bo jak zawalisz tę noc, to noc poślubną też zwalisz. Pomyślał ktoś, co się stanie, jeżeli się pokłócicie? Nie no, sorry, ale ja nie chcę być tą, która będzie wszystko to później odwoływać. 

- Ue, weź coś z nią zrób - powiedziałem grzecznie przez zaciśnięte zęby - bo jak ty tego nie zrobisz, to ja będę zmuszony, by ją uciszyć.

- Akurat tu Karen ma rację - przytaknął jej Junno.

No nie, jeszcze Taguchi przeciwko mnie? Jeszcze tego by brakowało, żeby Maru wziął ich stronę.

- Nie wściekaj się na mnie, Kame. - Karen posłała mi błagalne spojrzenie, godne politowania dla mojej osoby. - Jeszcze będziesz mi za to dziękować, zobaczysz.

- Nie sądzę - prychnąłem. - Odkąd tylko Kaoru wróciła z wakacji, ciągle ją masz na oku. Nawet jej matka nie zachowuje się tak jak ty. Uwierz mi, ta cała sytuacja mnie nie bawi.

Kaoru położyła mi dłoń na ramieniu. Spojrzała na mnie z wyrzutem. Odetchnąłem więc głęboko, żeby czasem nie powiedzieć jeszcze czegoś bardziej niemiłego. Nie chciałem się z nikim kłócić, a zwłaszcza już przed własnym ślubem.

-  Dobra, Kaoru, nie powstrzymuj go. Niech powie, to co mu leży na wątrobie - rzuciła. - Może wreszcie mu ulży, bo od dwóch tygodni chodzi, jakby w tyłku miał szpilki.

- Karen... - warknęła na nią Kaoru. - Przestańcie w końcu sobie dogryzać.

- Ale ja nikomu nie dogryzam. Kame jak chce, to niech się wkurza. Ja postępuję jak prawdziwa przyjaciółka i chcę dla was jak najlepiej. Skoro Kame tego nie rozumie, to już jego problem.

- No nie, trzymaj mnie Kaoru, bo zaraz ją uduszę!

-  Kame, daj sobie na wstrzymanie - zawołał Ueda. - Wystarczy już tego, nie sądzisz? Proponuję się rozejść według ustalonego przez nas wcześniej planu. Kame wraca z nami i aż do ślubu zostaje w mieszkaniu Kokiego, a Kaoru wraca z Karen i Keiko.

- To chore... - burknąłem pod nosem.

Kaoru odwróciła się w moją stronę. Splotła nasze dłonie i zajrzała mi w oczy.

- To tylko parę godzin - powiedziała z lekkim uśmiechem. - Powinieneś ochłonąć i przede wszystkim się wyspać. Jutro jest nasz wielki dzień. I żeby było jasne. Nie chcę widzieć tych sińców pod oczami.

Otworzyłem usta, aby zaprotestować, ale Kaoru zdecydowanie przyłożyła mi do warg palec.

- Nie ma żadnego ale. - Roześmiała się cicho i pocałowała mnie w policzek.

Ta dziewczyna miała najlepszy na mnie wpływ. Odpuściłem więc głupie docinki Karen i przytuliłem mocno do siebie Kaoru.

-  A więc, do zobaczenia jutro przed ołtarzem - szepnęła do mnie słodko.

Obdarzyłem Kaoru czułym i namiętnym pocałunkiem, nim dobrowolnie pozwoliłem się chłopkom od niej odciągnąć.  

2 /skomentuj:

Kokoro-chan pisze...

HeeeJ! :D Czekam na notatki z urbanistyki, bo koleżanka wzięła na ksero, więc stwierdziłam że zamiast się obijać, to wykorzystam czas twórczo i skomentuje Ci rozdział xP
1) "Heej, jak tam żyjecie? " Ja zdycham... Umieram śmiercią spowodowaną nadmiarem historii w tym semestrze... Normalnie przez nią czuję się jak bym była na jakiś studiowała historię, a nie architekturę...
2) "Tak w zasadzie, to długo się zastanawiałam, czy czasem nie oznaczyć go +18, czy coś w tym stylu XD." Tak tak, to wszystko moja wina xD Ale już w nocy stwierdziłyśmy, że ty jesteś od romantyzmu, a ja od zboczeństw w tym opowiadaniu xP I tym sposobem w tym obyczajowym-romansie każdy znajduje coś dla siebie ;]
3) " Następnie Koki, jako szef całej tej chorej imprezy oświadczał, że tutaj jest drętwo i znów lądowaliśmy na ulicy." To brzmi tak by byli menelami, a Koki był żulem na czelnym tej ekipy xP
4) "Rozsiadł się wygodnie na kanapie, zakładając nogę na nogę. Był zadziwiająco dziś wyluzowany i spokojny." Miałam nie pisać co mi ten fragment przypominał, więc nie napiszę xD Ale i tak ten motyw jest dalej wykorzystany xD
5) "Jesteś tak przystojny, że nawet faceci lecą na ciebie. Ciekawe, co na to Karen..." Jebła by ze śmiechu i nie dała by mu spokoju do końca życia przez to xP
6) Te pytania xD Super się skomponowany i tak dziwnie czytać własne słowo wypowiadane przez KAT-TUNów xD
7) Salsa xD Dominika mi opowiadała że to bywa macanka tam xD Więc wyobrażam sobie co przeżywała Kaoru xD
8) Dobra, koniec xD Notatki wróciły, a ja muszę zaraz się zbierać na autobus do domu ;] Liczę, że drugi rozdział zaczniesz szybko pisać ;] Póki co- motywacja KAT-TUNowa niech Cię nawiedza jak najczęściej i najdłużej!
9) Do napisania! ;]

Anonimowy pisze...

No nareszcie przeczytałam rozdział ;] Co tego Kame tak wzięło na wspomnienia?
Hehe, no uśmiałam się czytając go :D Koki to w ogóle jest nie zorganizowany zamiast wybrać jakieś dobre miejsce, to się włóczyli... Kame pali? Taa ruda dziewczyna jakaś taka dziwna była.. :o Nie spodziewałam się że reszta ich przyłapie, koło tego bloku. Ale to w sumie dobrze, bo Kame taki nie cierpliwy jest do tego.. Dobra to czekam teraz na ślub i kolejny rozdział.
Weny życzę.

Keiko^^

Prześlij komentarz