Image Hosted by photobucket.com

poniedziałek, 16 lipca 2018

Tadaima!!

Witajcie moi drodzy po tak długiej przerwie. Wiem, że obiecywałam Wam już wielokrotnie powrót, lecz bezskutecznie. Tym razem już tak nie będzie. A dlaczego? Ponieważ ostatnio coś mnie tknęło i zatęskniłam za tym miejscem. Poczułam, że czegoś jednak mi brakuje. Myślałam, że jestem już za stara na blogowanie, ale to nie prawda. Po prostu była to moja wymówka po ciężkim dniu w pracy. Już nie jestem nastolatką, która miała wiele czasu, by siedzieć przed komputerem i prowadzić bloga. Oglądać ciągle dramy, słuchać japońskiej muzyki. Życie dorosłego człowieka potrafi czasem przytłoczyć. Kiedyś myślałam, że jak już skończę szkołę, to będzie o wiele fajniej. Będę miała więcej wolnego czasu po pracy, bo przecież po szkole, było trzeba się uczyć, albo odrabiać lekcje. Nic bardziej mylnego, niestety... Po pracy człowiek wraca wyczerpany i to, o czym marzy, to jedynie wykąpać się, zjeść i pójść lulu xD


 Głównym powodem mojego powrotu tutaj jest nic innego, jak tylko chłopaki z KAT-TN'a. Ci, co śledzili losy zespołu, wiedzą, że październikiem w 20013 roku raper, Tanaka Koki, został wyrzucony z agencji. W sieci można było wyczytać, że Koki rzekomo założył własną działalność gospodarczą, tu niby jakiś bar (były też wzmianki, że pomógł bratu w założeniu). Wkażdym bądź razie, w umowie z Johnny & Associates był warunek, że chłopaki nie mogą prowadzić własnej działalności. Na mój nos, to cała ta sprawa śmierdzi, jednak nie chciałam doszukiwać się głębszych spisków, więc nie wiem w końcu jaka jest oficjalna wersja wydarzeń. Nie będę ukrywać, że jako ich fankę, zabolało mnie zachowanie ze strony agencji. Tanaka Koki był naprawdę utalentowanym raperem, i moim skromnym zdaniem, popełnili duży błąd. Zresztą, było to widać, gdyż wcześniej zespół wypuszczał co trzy miesiące nowe single. Po odejściu, a raczej wyrzuceniu Kokiego, aktywność zespołu znacznie ucichła. Kolejnym ciosem, było odejście Taguchiego Junnosuke z KAT-TUN'a w marcu 2016r. Od tego momentu moja aktywność na forach, czy na blogu również spadła. Był to dla mnie ogromny szok. Ci, co jeszcze mnie pamiętają z początków bloga, wiedzą, że cała moja przygoda z Japonią rozpoczęła się właśnie od chłopaków z KT. Byli oni moją motywacją, by uczyć się samodzielnie języka japońskiego w domu, później jeszcze zapisałam się na kurs japońskiego. Właściwie muzyka KT towarzyszyła mi wszędzie. Moim wielkim marzeniem było pojechać do Japonii i pójście na ich koncert. Od tego momentu, kiedy Taguchi opuścił KT, zespół ogłosił zawieszenie działalności. To wtedy nastąpił przełom, kiedy i ja się wyłączam właściwie ze wszystkiego. Aż do chwili, kiedy niedawno, bo 18 marca tego roku, KT wypuścił nowy singiel pt:" Ask yoursfelf". Ogłoszono również wydanie nowego albumu na 18 lipca tego roku zatytułowany "Cast". Kiedy usłyszałam parę dni temu przewodnią piosenkę: "Unstoppable", moje serducho zadrżało i szczerze się Wam przyznam, że wzruszyłam się. Bo w trójkę radzą sobie wręcz niesamowicie. Pozostał jedynie Kamenashi Kazuya (który, jak Wiecie, jest moim ulubieńcem <3), Ueda Tatsuya (którego kocham za rockową charyzmę), i Yuuichi Nakamaru (który idealnie wpasowuje się w popowe dźwięki. Ach, i ten jego beatbox <3). W piątkę byli cudowni, potrafili magicznie się muzycznie uzupełniać. Kame zawsze idealnie pasował do ballad, jestem zakochana  w jego barwie głosu; Junno odpowiadał za popowe kawałki, Koki rap i rockowe kawałki; Ue, jak już wiecie rock; Nakamru pop, jak i beatbox. Dziwicie się, że nic nie wspominam o Akanishim Jinie? Jak dla mnie, kiedy była ich szóstka, to w zespole było tłoczono. Oglądając stare teledyski, występy, czy koncerty, widać gołym okiem, że był JIN i dopiero później KAT-TUN. Większe partie do zaśpiewania miał Akanishi i Kamenashi.Akanishi Jin wyróżniał się z nich wszystkich najbardziej. Było widać, że powinien pójść własną drogą  i rozpocząć karierę solową. Bardzo lubię Akanishiego, jako postać muzyczną, i jego wokal, jednak (zabrzmi to dość okrutnie), ale cieszę się, że chłopina odszedł z zespołu i dał szansę wybić się pozostałym. Dalej śledzę karierę Jina i co prawda, nie za bardzo mi się podobna, że poszedł w popowe klimaty (zdecydowanie w rockowych brzmi o niebo lepiej), ale daje rade i nie jest źle.

Zmierzając do najważniejszego, zgrałam sobie w zeszłym tygodniu całą dyskografię KT na telefon. W piątek przez cały dzień w pracy chodziłam ze słuchawkami w uszach, i to był jeden z najprzyjemniejszych dni w pracy. Wróciły bardzo fajne wspomnienia. Już zapomniałam, jak chłopaki z KT potrafią działać na moją psychikę, jak umieją poprawić mi humor. Odcięłam się zupełnie od rzeczywistości. Na ten krótki moment znów stałam się tą dziewczyną, która dopiero zaczęła interesować się japońską muzyką i zakochiwać się w Kraju Kwitnącej Wiśni. Miłe uczucie. I wtedy zaczęłam zadawać sobie pytanie, dlaczego tak łatwo zrezygnowałam z tego hobby, z nauki języka?  Mam wiele ulubionych artystów japońskich, jednak KT zawsze będzie moim number one.

Bardzo bym chciała na nowo powrócić w te klimaty. Jednak potrzebuję troszkę czasu, by znów się zaaklimatyzować. Wypadłam z rytmu przez te kilka lat, ale znów wracam do gry. Szykuję dla Was małą niespodziankę na blogu, która, mam nadzieję, że niedługo tu się ukaże. Szczerze mówiąc, nie wiem, jaką formę będzie miał od teraz mój blog. Muszę to jeszcze przemyśleć, ale obiecuję Wam, że już nie porzucę go na tyle lat.


0 /skomentuj:

Prześlij komentarz