Image Hosted by photobucket.com

wtorek, 3 lipca 2012

私の偉大日本の恋 (Watashi no idai nippon no koi) Rozdział pierwszy.

Wakacje w końcu są <jupi>. To też skupiłam się na dokończeniu opowiadania, którego w maju wstawiłam zaledwie prolog. Chciałam je już wcześniej zacząć pisać, ale jakoś nie było kiedy, aby spokojnie przysiąść do komputera. W sumie teraz też nie ma za bardzo jak. Jest tak duszno, że nie idzie wytrzymać, ciężko mózg pracuje przy takim upale. Hah, nawet wiatrak nic nie daje, który chodzi mi 24h na dobę ;/.

Co do opowiadania, to prolog był pisany w pierwszej osobie, teraz jednak postanowiłam pisać w trzeciej, bo po prostu jakoś mi tak wygodnie jest i łatwiej. Jednak nic się nie zmieniło, bo wizja na to opowiadanie jest tak sama, jaką planowałam piszcząc w pierwszej osobie.


私の偉大日本の恋
rozdział pierwszy:

 

To był ten dzień, na który czekała z niecierpliwością. 

Pamiętała go tak, jakby wydarzył się dopiero wczoraj. Takich chwil przecież nie powinno się zapominać, bo takie okazje zdarzają się naprawdę bardzo rzadko. I ona o tym doskonale wiedziała.

Ogarnęła kosmyk włosów, spoglądając ostatni raz na swój pokój. Zaczęła zastanawiać się, czy ma wszystko, co było jej potrzebne. Gdy zaczęła wyliczać w myślach spakowane rzeczy, ku jej zdziwieniu w torbie miała już wszystko. Jedynie na nocnym stoliku leżały słuchawki do telefonu, po które od razu sięgnęła, gdy tylko wzrok się na nich zatrzymał.

Bez nich nigdy nie ruszała się z domu.
 
Muzyka zawsze jej towarzyszyła. Nie ważne gdzie, liczyło się to, że była. Uważała, że świat bez niej byłby już do granic możliwości barwiony w szarych i smutnych odcieniach rzeczywistości, której wręcz nie cierpiała. A muzyka potrafiła nadać tej monotonności ciepłych kolorów, przez co życie wydawało się być o niebo lepsze. 

Wzięła torbę do ręki i już szykowała się do wyjścia, jednak jej wzrok zatrzymał się na plakacie, który wisiał nad biurkiem. Uśmiechnęła się lekko na jego widok i wyszła z pokoju.
 
Pamiętała, że wychodząc z domu, słońce grzało już w najlepsze. No tak, nie miała czemu się dziwić. Przecież była końcówka czerwca, w dodatku południe. Słońce jak zawsze robiło, co umiało najlepiej.

Pożegnała się z najbliższymi, po czym wsiadła do samochodu. 

Zamknęła oczy i oddychała spokojnie. Nie chciała, aby pożegnanie się przeciągnęło, bowiem nie lubiła ich. Wiedziała, że gdyby nie zamknęła powiek, wszystko wróciłoby z dwojoną siłą. Każda, nawet najdrobniejsza chwila, jaką spędziła tutaj, będąc jeszcze dzieckiem. To było najlepsze, co mogła teraz uczynić. Opróżnić mózg ze wszystkich wspomnień i nie dać się im zaatakować.


Gdy samochód zaczął odjeżdżać, nałożyła słuchawki na uszy, aby oddać się muzyce i pogrążyć się w zapomnieniu. 

 

***

Gdy samolot wylądował na lotnisku, dziewczyna czuła jak całe ciało ma zdrętwiałe. Podniosła się ze swojego fotela, próbując rozruszać zastałe mięśnie. Czuła się senna. Podróż znudziła ją, jednak nie zmęczyła. 

Przez cały ten czas, będąc jeszcze w samolocie, nie czuła nic. Ani szczęścia, czy strachu. Wciąż miała wrażenie, że śni. Umysł nie chciał dopuścić do siebie wiadomości, że jedno jej z największych marzeń właśnie się spełnia.

Przez kontrolę i po odbiór rzeczy przeszła, niczym duch. Dopiero, gdy wyszła z budynku wprost w ramiona ciepłych promieni słonecznych, dotarło do niej, gdzie jest. To było, jak mocne przebudzenie, trochę przypominające spoliczkowanie, albo uszczypnięcie. Jednak musiała przyznać rację, że owe przebudzenie było dość przyjemne. 

Zaczęła mrugać powiekami oceniając stan rzeczywistości. 

Promienie słońca, padające na skórę były ciepłe i prawdziwe. Łaskoczący wiatr po twarzy i bawiący się jej włosami, również był jak najbardziej realny. Odgłosy, które docierały do uszów, a w szczególności ten charakterystyczny język, który tak bardzo uwielbiała podpowiadał jej, że z pewnością nie śni. W dodatku te otaczające ludzkie twarze... Uśmiechnęła się więc nieśmiało do siebie i ruszyła przed siebie.


Wiedziała, że miał zjawić się ktoś pod lotniskiem, aby ją odebrać. Dlatego też skierowała się w stronę postoju z taksówkami.

Rozglądała się bacznie we wszystkie strony, szukając tabliczki ze swoim umieszczonym imieniem. Ciąg samochodów ciągnął się niczym długi sznur. Szła więc wolnym krokiem wzdłuż taksówek.

Upał był nieznośny. 

Odbijające się promienie od kamiennych budynków sprawiały wrażenie, że temperatura podniosła się jeszcze o kilka stopni wyżej. Zaczęła trochę żałować, że nie poczekała w środku, gdzie była załączona klimatyzacja. 


Westchnęła zdenerwowana i zawróciła, gdy doszła na sam koniec postoju. Dopiero w drodze powrotnej zorientowała się, że przeszła dość spory odcinek. Miała ochotę zakląć pod nosem, kiedy to powstrzymała się na widok oczekiwanej tabliczki.

O czarny samochód opierał się szczupły mężczyzna. Nie była wstanie ocenić ile ma lat, bo jego pół twarzy zakrywały ciemne przeciwsłoneczne okulary. 

Odetchnęła z ulgą i podeszła do niego czym prędzej. 

Mężczyzna spoglądając na nią uśmiechnął się ciepło i zdjął okulary.
 
Miał ciemne tęczówki, przez co dziewczyna nie była wstanie ocenić w jakim odcieniu one są. Był młody, mógłby mieć co najwyżej z dwadzieścia kilka lat. Proste, sięgające ciemne włosy do ramion rozwiewał wiatr. 

-Kawasaki desuka?- spytał, a gdy ta potwierdziła, uśmiechnął się jeszcze szerzej. Wyciągnął ku niej dłoń.- Horigoshi Keizo desu, hajimemashite. 

Dziewczyna uścisnęła ciepłą dłoń.

-Przepraszam za późnienie.- Tutaj wykonał ruch ramionami, jakby jego postawa miała oznaczać, że to nie jego wina.- Ale korki. Szef już czeka z niecierpliwością. 

Uśmiechnęła się nieśmiało. Próbowała coś powiedzieć, ale czuła się tak, jakby zapomniała języka w ustach. Nim zebrała się na odwagę, aby coś wykrztusić w obcym języku, mężczyzna otworzył już tyle drzwi od samochodu i gestem dłoni wskazywał, aby wsiadła. To też uczyniła. 
 
Próbowała się rozluźnić, ale ciało w ogóle nie chciało wykonywać jej poleceń. Dziwne, bo jeszcze nie całe kilka sekund przedtem nie czuła nic, a teraz, siedząc w drogim samochodzie z nerwów dłonie zaczynały się jej pocić. Zacisnęła je w pięści i ułożyła na kolanach.

Horigoshi Keizo wsiadł do samochodu. 

-Najpierw mam cię zawieść do mieszkania, czy wolisz spotkać się z szefem?- spytał powoli, aby dziewczyna była wstanie zrozumieć każde przez niego wypowiedziane słowo.

Podniosła głowę do góry, oczy skierowała w lusterko, aby móc uchwycić spojrzenie kierowcy.
 
-Przecież sam pan powiedział, że szef czeka. Więc, nie traćmy czasu.

Usta Horigoshiego rozciągnęły się w półuśmiechu. Włączył silnik i wyjechali na główną ulicę.

-Dobrze mówisz po japońsku, Kawasaki-san- zaśmiał się cicho, obserwując jej twarz w lusterku.- Jak na obcokrajowca... jest nieźle.

Horigoshi starał się rozładować to krępujące napięcie, które miało towarzyszyć im przez całą drogę. Rozmawiał swobodnie w swoim języku już z wieloma obcokrajowcami, ale ta dziewczyna wydawała mu się bardzo nieśmiała. To, co musiał przed samą sobą przyznać, to ten fakt, że dobrze posługiwała się jego narodowym językiem. Dość dobrze, od biznesmenów z Ameryki, których odbierał z lotniska. 

-Czytałam gdzieś, że wy, Japończycy, zawsze chwalicie obcokrajowców, jeżeli chodzi o mówienie w waszym języku. Nie ważne, czy mówi dobrze, czy też nie. To prawda?
 
Mężczyzna zaśmiał się krótko i kolejny raz spojrzał w lusterko.

-Japoński nie jest łatwym językiem, to też musisz przyznać. Już sam fakt, że człowiek z innej narodowości się nauczy w nim mówić, jest to dla nas pełen podziw dla niego. 

Na czole dziewczyny zarysowała się wyraźna zmarszczka, jakby się nad czymś zastanawiała.
 
-Jesteś z Polski?

Mrugnęła powiekami.

-Tak-odpowiedziała krótko, rozluźniając dłonie na kolanach.

-Słyszałem sporo dobrych rzeczy na twój temat. Zastanawia mnie tylko jednak rzecz. Dlaczego tak młoda osoba, która jest dobra w tym, co robi postanawia opuścić swój kraj i wybiera tak odległy, jak Japonia?

W jego głosie nie wyczuła ani złości, czy kpiny. Bała się podnieść oczu do góry, ale gdy to uczyniła zobaczyła, że mężczyzna jest rozbawiony. 

Odetchnęła cicho.

-Prawdę mówiąc, to zawsze fascynowała mnie Japonia. Po prostu kocham ten kraj.

-Hmmm... spodziewałem się trochę innej odpowiedzi. Na przykład, że do tego wyjazdu zmusił cię fakt, aby móc ujrzeć na żywo i pracować ze swoim idolem.

Poczuła, że się rumieni.

-Czytałem gdzieś, że wy, obcokrajowcy bardziej przykuwacie uwagę do Japońskich gwiazd, niż do własnych, dlaczego tak jest? Czy to nasz, hmm... urok tak was przyciąga? 

Miała ochotę przekląć na głos, ale się szybko powstrzymała. Chociaż była pewna, że gdyby zrobiła to po polsku, Horigoshi nie zrozumiałby jej.

-Nie wiem, o czym mówisz- niemal szepnęła, płonąc rumieńcem.

-Sama powiedz, na pewno masz swojego idola.

-A kto ich nie ma?- Wywróciła do góry oczami, prychając przy tym oburzona.- Powiem ci tylko tyle, że zawsze marzyłam, aby pracować z Japończykami, i to nie ma nic wspólnego z idolami. 

Ich spojrzenia znowu się spotkały, a wtedy dziewczyna wytrzymała jego wzrok, który dał do zrozumienia Horigoshiemu, że wcale nie jest taka nieśmiała, za jaką wcześniej ją uważał.

Ich rozmowa dobiegła końca, gdy samochód zatrzymał się przed dużym budynkiem, na którym widniał napis Johnny & Associates. 

Serce mimowolnie zaczęło dudnieć w jej klatce piersiowej, obijając się o żebra niczym wypłoszone zwierzę. Wzięła kilka głębokich oddechów, aby się uspokoić. Adrenalina już rozchodziła się po żyłach, parząc jak kwas. Pomimo strachu, była zadowolona. 
 
Horigoshi Keizo obszedł samochód i otworzył jej drzwi. 

-Arigatou- powiedziała z cieniem uśmiechu na jasnej twarzy.

Spojrzała w górę, na budynek i pomyślała, że właśnie nowe życie się przed nią otwiera. I, że tegoroczne wakacje będą naprawdę niezwykłe możliwe, że jedyne w swoim rodzaju.



***
Szła długim korytarzem, którego ściany były w jasnych pastelowych odcieniach. Gdy tylko weszła do budynku, fala chłodnego powietrza uderzyła ją w twarz, co przyjęła z lekkim uśmiechem na twarzy. 

Starała się nie rozglądać we wszystkie strony, skupiając wzrok przed siebie, ale agencja tak ją zaciekawiła, że namierzała wzrokiem wszystko, co napotkały jej oczy.

Za nią kroczyło dwóch mężczyzn, przed nią szedł jeszcze jeden.
 
Wszyscy we trzech byli młodzi, ubrani w ciemne koszule i jeansy. Każdy z nich miał proste włosy, sięgające zaledwie ramion. Ci, co szli za nią rozmawiali cicho tak, aby dziewczyna nie była wstanie zrozumieć słów. Jeden z nich był tym, który odebrał ją z lotniska.

Skierowali się na lewo do windy i pojechali na szóste piętro.

Na korytarzu panowała pustka i cisza, tylko stukot ich butów niósł się echem, obijając się od ścian. Któreś drzwi otwarły się i wyszedł z nich mężczyzna. Zanim zamknął je za sobą, zdążyła zauważyć fortepian oraz grupkę młodych Japończyków, którzy w rękach trzymali jakieś kartki. Zrezygnowali padli na krzesła otaczające instrument. Domyśliła się, że na pewno ćwiczyli nową piosenkę.

Przeszli jeszcze kawałek po czym zatrzymali się przed drzwiami, gdzie odczytała napis w postaci kanji, który mówił jej wyraźnie, gdzie urzęduje szef.

Chłopak, który szedł przed nią, teraz zapukał cicho do drzwi.

Weszli do środka, a przed sobą ujrzała siedzącego za biurkiem Japończyka, którego twarz była pokryta drobną siecią zmarszczek. Na nosie miał ubrane okulary, surowy wzrok bacznie ją mierzył, aż w końcu usta wygięły się w marnym półuśmiechu. 

-Johnny Hiromu Kitagawa desu.-Podniósł się z swojego fotela i wyciągnął pooraną dłoń zmarszczkami ku dziewczynie.- Hajimemashite, Kawasaki-san. Dozo.- Gdy dziewczyna przywitała się z mężczyzną, ten wskazał jej krzesło naprzeciwko siebie.- Proszę usiąść.

Usiadła, a mężczyźni, którzy ją przyprowadzili wyszli.

-Cieszę się, że w końcu możemy porozmawiać patrząc sobie w oczy, Kawasaki-san.- Z powrotem zajął swoje miejsce w fotelu. Sięgnął po plik kartek na biurku i zaczął kartkować je w dłoniach.-Twoje teksty piosenek są naprawdę bardzo świetne, w dodatku to, jak potrafisz się bawić słowami i je ubarwiać. Fascynujące, czegoś takiego właśnie nam brakowało.
 
Uniósł oczy i uśmiechnął się do niej. Wokół jego oczu i ust ukazały się kolejne fałdy zmarszczek. Natomiast oczy pozostały chłodne jak stal.

-Arigatou gozaimasu- skinęła lekko głową.-Ale proszę zauważyć, że teksty, które do was wysłałam nie są takie, jakie śpiewają pańscy podopieczni. 

-Wiem- odparł krótko, odkładając kartki na swoje miejsce- ale już sam fakt jak piszesz mi wystarcza. Reszta to tylko dodatki. Owszem, szczerze się przyznam, że trochę przeraziły mnie niektóre wersy w twoim utworach. Czytając je, nie byłem pewny, czy jesteś dobrą osobą do naszej agencji.- Nachylił się nad biurkiem. Splótł dłonie i oparł o nie podbródek.- Pomimo że są one mroczne, pełne cierpienia i śmierci, to doszukałem się w nich, że jesteś wstanie pisać o miłości. I to dość... specyficznie. Masz swój własny i niepowtarzalny styl, który mnie urzekł, więc dlatego postanowiłem dać ci szansę. Jestem pewien, że będziesz wstanie przerzucić się z 'czarnych teksów' na takie, jakie oczekuję. 

Słowa wypowiedziane przez Japończyka, który miał być od dzisiaj jej szefem nie sprawiły, że poczuła się lepiej, ani tym bardziej nie przestała się krępować. Przecież ją pochwalił, docenił jej talent. Ktoś inny, gdyby znalazł się na jej miejscu na pewno byłby w niebo wzięty, ale ona wcale tak się nie czuła. Gdyby pochwalił ją ktoś inny... ale nie ten mężczyzna ze sztucznym uśmiechem, którego miała przed sobą.

-Będę się starać, jak tylko potrafię.

Pomimo załączonej klimatyzacji, czuła jak stróżka potu spływa jej wzdłuż kręgosłupa. Przełknęła ślinę.

-To dobrze- uśmiechnął się, ale kolejny raz jego oczy były zimne. Podniósł się i sięgnął po jakieś kartki, które znajdowały się za jego plecami.- Podpiszemy tymczasową umowę na okres próbny. Będzie on trwał tydzień. Jeżeli będę zadowolony z twojej pracy, umowa przedłuży się na okres dwóch miesięcy, tak jak wcześniej było ustalone.- Podsunął jej kartki wraz z długopisem.-Zgadasz się na takie warunki, Kawasaki-san?

Zawahała się. Zagryzła odruchowo dolną wargę. W sumie nie miała czym ryzykować. Okres próbny to chyba dobra oferta i przede wszystkim bezpieczna. Gdyby coś poszło nie tak, nikt nie zrzuciłby winy na nią, bo przecież dopiero tutaj zaczęła pracę. A jeżeli pokaże szefowi przez ten tydzień na co ją stać, dostanie umowę na całe wakacje i wyjdzie jej to tylko na korzyść.

-Zgadzam się. 

Nim jednak złożyła podpis, wzięła kartkę do ręki i zaczęła śledzić wzrokiem druk zapisany krzaczkami japońskimi. 

-Gotowe.- Oddała mu papier, a długopis odłożyła na biurko.

-Doskonale.- Klasnął w dłonie, jak uradowane dziecko.- Od jutra, z samego rana zaczynasz pracę. 

 

***

Stała na parkingu pod agencją czekając na Horigoshiego Keizo. Patrzyła w niebo. Słońce rozmazywało już pomarańczowo-różowe chmury. Nadchodził wieczór. Uświadomiła sobie, że dzisiejszą noc spędzi w obcym miejscu, z dala od swoich bliskich. A jutro z samego rana zacznie pracę i będzie musiała zacząć coś już pisać, aby pod koniec tygodnia mogła oddać gotowy tekst piosenki. To będzie ciężki tydzień. Wiedziała o tym.

Westchnęła i przeciągnęła się.

Wychodząc od Kitagawy minęła ich na korytarzu. Poczuła jak nogi jej miękną i robią się jak z waty. Musiała przyznać, że to uczucie było dziwne, zupełnie inne, niż sobie je wyobrażała. W dodatku ta krew pulsująca w uszach. Była pewna, że zemdleje z wrażenia jak i ze szczęścia. Jednak w porę przypomniała sobie, jak się oddycha. Co prawda widziała tylko ich trzech, dwóch pozostałych brakowało, ale wiedziała przecież, że mogli mieć jeszcze próby, abo coś w tym stylu podobnego. 

Potrząsnęła szybko głową, aby już o tym nie myśleć.

-Youkoso!-Zawołał ktoś w jej stronę.

Ogarnęła czekoladowo brązowe włosy z czoła i spojrzała przed siebie, mrużąc oczy. 
 
Ku niej zmierzał Japończyk do góry zaczesanymi czarnymi włosami. Miał na sobie rozpiętą czerwoną koszulę w kratkę a pod spodem białego t-shirta. Pomachał przyjaźnie i uśmiechnął się ciepło.

-Ty za pewnie jesteś nową tekściarką, o której jest od miesiąca tak głośno.- Zabrzmiało to bardziej jak stwierdzenie niż pytanie. Wciąż się uśmiechał. W tym momencie dziewczyna pomyślała, że jego uśmiech jest tak beztroski jak małego dziecka- Jestem...

-Ueda Tatsuya- dokończyła szybko za niego ożywiona, jednak zaraz szybko się speszyła, uciekając wzrokiem.- Gomennasai. 

Chłopak stojący przed nią roześmiał się.

-Nie ma za co przepraszać- wyciągnął dłonie w obronnym geście.- Chyba powinienem być przyzwyczajony do tego, że nawet za granicą jestem rozpoznawalny.

Uniosła powoli oczy na niego i zobaczyła, że wciąż się uśmiecha. Więc odwzajemniła go, tyle że na jej ustach bardziej wyszedł grymas. 

-Czekasz na kogoś?

-Hai- odpowiedziała.- Na Horigoshiego Keizo. Ma mnie odwieść do mieszkania.
 
Japończyk podrapał się po głowie.

-Chyba trochę jeszcze na niego poczekasz- skrzywił się.- Jak wychodziłem, to jeszcze rozmawiał z kimś.

Z jej ust wydobyło się długie westchnięcie. Oparła się bezradnie o maskę samochodu, krzyżując dłonie na piersiach.

-Ale mogę cię podwieźć- zaproponował, wyciągając kluczyki z kieszeni jeansów.- Właśnie na dziś skończyłem pracę.

Zgodziła się. Podała mu adres, pod który miał ją zawieść. Jak się okazało, było mu to po drodze, gdyż jego mieszkanie mieściło się tylko kilka ulic dalej.

-Domo-odezwała się, gdy zatrzymali się pod wskazanym adresem.

-Do itashimashite- uśmiechnął się w odpowiedzi.- Wyśpij się, jutro czeka cię ciężki dzień.

Skinęła mu głową na pożegnanie i opuściła jego samochód.



***

W nocy nie mogła zasnąć, a jak zasnęła, to dręczyły ją koszmary. 

Czuła się, jakby tonęła w otchłani przerażającej ciemności. Jakby się zapadła, krzyczała ale nikt jej nie słyszał. 

Widziała przed sobą pomarszczoną twarz Kitagawy, jego roześmianą twarz i te oczy. Martwe, stalowe i zimne, które przeszywały ją na wylot. A gdy się przebudziła, na tle wchodu zaczynała rysować się słaba tarcza słońca.
 
Zdecydowanie nie spała najlepiej tej nocy. 
 
 

2 /skomentuj:

Kokoro-chan pisze...

Już Ci pisałam na gg co sądzę:P
Ciekawy sposób pisania. Zupełnie jak główna bohaterka- ja też nie potrawie przetrwać bez muzyki:)
A teraz dopiero zauważyłam- fajny notes na początku na zdjęciu:P
A pogoda- u mnie podobna. I też wiatrak chodzi 24 godziny na dobę i się tylko zastanawiam czy kiedy odmówi chęci do działania...

alex589 pisze...

Siemson, tu Twoja fanka nr 1!!!
Wiem, że Cię zaniedbałam, ale studia mnie rozwaliły, ale jestem! I od razu mówię, że jak na dniach nie zobaczę nowego rozdziału to Cię znajdę i.... ]:-> właśnie ;p czekam z utęsknieniem na nexta, bo moją opinię już znasz :D

Prześlij komentarz